Blog > Komentarze do wpisu
Wakacje w Abchazji

Cofnijmy się najpierw w czasie:

- Eta linia frontu – powiedziała do mnie kobieta w ambasadzie Górskiego Karabachu i przejechała linijką po mapie zawieszonej na ścianie. Ta mapa  Kaukazu była całkiem inna od tej, którą przywiozłem z Warszawy. Na mojej  miasto Agdam było azerskie, na tutejszej ormiańskie.

- Polajak? Wy podróżnicy –  sama sobie odpowiedziała. Tym pytaniem jakby wytłumaczyła sobie fakt, że chcę jechać tam, gdzie właściwie nie ma nic. W domyśle: "Ot wy Polacy już tak macie. Taka wasza fantazja. Ja was znam". Jakby na dowód z szafy wyjęła gruby segregator z papierami. Dzień wcześniej była u niej grupa 20 moich rodaków. W takich sytuacjach zawsze mówię: "Wiesz dlaczego my Polacy jesteśmy wszędzie? Ponieważ  pewnego dnia przejmiemy kontrolę nad światem!". Tym razem jednak nie wiedziałem jak to będzie po rosyjsku, więc nie powiedziałem nic.

 - Tut miny - dodała kobieta,  a z formularza wizowego wykreśliła pogranicze Karabachu, które zaznaczyłem jako cel mojej podróży. - Tam wojna. Nie można – powiedziała z miną matki karcącej syna. Dodała: - Harosza kraina – bym nie miał wątpliwości, że cieszy się, że odwiedzam jej kraj i się na nią nie gniewał.

Kobieta zapytała jeszcze czy wkleić wizę do paszportu, czy na oddzielną kartkę. "Dawaj, można w paszport" – powiedziałem pewnym głosem. To musiało się jej spodobać, bo zadowolona wbiła pieczątkę i z łagodnym babcinym uśmiechem powiedziała: "Witamy w Górskim Karabachu"


Zbombardowane miasto Agdam

--------------

To wyżej to moje zapiski z wakacji 2012 roku, których z jakiś powodów nie chciałem publikować.  Pojechałem wtedy do Armenii droga lądową. Dojechałem, aż do miasta Agdam, za którym zaczyna się już Azerbejdżan i dalej jechać się już nie da. (Mój przewodnik opowiadał mi o amerykańskich turystach, którzy uznali, że jednak się da. Weszli więc na pole minowe, a z wycieczki wrócili bez nóg.)

W 2011 byłem w Nadniestrzu. Spędziłem tam tylko kilkanaście godzin, ale dokładnie opisałem je w reportażu "Historie pięciu łapówek". Zawsze ciągnęło mnie do miejsc, których teoretycznie nie ma na mapach świata. Do tych wszystkich miasta, które przypominają "żywy legoland", gdzie bloki zbudowane są jakby z klocków, a ludzie żyją jakby na innej planecie. Lubię wszelkie ruiny, zapuszczone bramy, opuszczone porty, czy zdewastowane fabryki.

W czerwcu 2013 chcę odwiedzić Abchazję.  Kolejną separatystyczną republikę, która ma swoje znaczki, banknoty, przejście graniczne i prezydenta. Rząd polski uznaje, że Abchazja to część Gruzji. Jak można wyczytać na wikipedi inne zdanie ma m.in. rząd Rosji, Nikaragui, Wenezuela, Nauru, Vanuatu i Tuvalu. Obywatele tych krajów nie potrzebują wizy by tam wjechać. Reszta musi wypełnić odpowiednie formularze, wysłać skan paszportu i opłacić odpowiednią sumę dolarów. Proste. 

SPRAWDŹ JAK TO ZROBIĆ

W zeszłym roku podróżowałem po Kaukazie sam, w tym zabieram towarzyszkę. Wtedy jechałem jak normalny człowiek autobusami, marszrutkami i pociągami (5 dni w jedną stronę), w tym lecimy niczym burżuje tanimi liniami lotniczymi (kilka godziny w jedną stronę).

Dlaczego jedzie ze mną O. tego do końca nie wiem, ale ja uważam, że samogon z Kaukazu działa na mnie uzdrawiająco. Do tego śni mi się ostatnio codziennie, że pakuję najpotrzebniejsze rzeczy do worka i nie muszę już chodzić do pracy. Czas odmierza mi słońce, a brak pieniędzy to nie jest problem, bo pieniądz to tylko kolorowy papierek. Problem to jest wtedy, gdy ucieka Ci ostatnia marszrutka i nie wiesz, gdzie będziesz spać. No ale, przecież wtedy można spotkać rybaków wracających do domów.

Tak było nad jeziorem Sewan w zeszłym roku. Popatrzyli tylko na mnie i otworzyli drzwi do starej łady, potem swojego domu i lodówki. Dostałem zupę, miskę z wodą i tapczan. Swoje rzeczy położyłem na stole i zacząłem się myć w drugim pomieszczeniu. Gdy mnie nie było, jedna z córek gospodarza musiała zrobić moim aparatem zdjęcie swojej siostrze. Odkryłem to dopiero, później gdy wywołałem kliszę. Przypomniałem sobie wtedy, że ojciec skarcił dziecko ponurym spojrzeniem . Nie wiedziałem o co chodzi. Tak jak wtedy, gdy następnego dni się żegnałem z rodziną rybaków, a gospodyni kilka razy powtarzała: "My normalni, my normalni". Teraz już wiem.

I chyba właśnie dlatego wracam na Kaukaz.  


wtorek, 07 maja 2013, jeanvaljean

Polecane wpisy

  • Pętla

    Najlepsze piszę wiersze zawsze, gdy samotny jestem wsiadam wtedy w tramwaj z butelką wytrawnego wina i jeżdżę nim od pętli do pętli, od korka do dna Widok z okn

  • Rosja na krańcach Federacji

    Język rosyjski w Biszkeku jest wszędzie. Babcia do wnuczki na przystanku mówi po rosyjsku, kobieta sprzedająca narodowe przysmaki w centrum miasta zachwala je w

  • Kirgiz do Polaka: jestesmy tacy do siebie podobni

    Abdullah kiwa glowa z mina medrca, jednoczesnie przystawia palec do ust, jakby chcial mnie uciszyc, choc wcale nie chce mu nic mowic. Ot sobie stoje, a on juz z

statystyka