Blog > Komentarze do wpisu
Rosja na krańcach Federacji

Język rosyjski w Biszkeku jest wszędzie. Babcia do wnuczki na przystanku mówi po rosyjsku, kobieta sprzedająca narodowe przysmaki w centrum miasta zachwala je w języku Puszkina, w kinie  dubbing jest oczywiście taki sam jak w Moskwie. Raz jeden, w toalecie w restauracji słyszałem, jak ojciec do kilkuletniego synka mówił po kirgisku, najprawdopodobniej, że przed jedzeniem trzeba umyć rece. Tłumaczył mu, jak się domyslam, podstawy, właśnie w języku przodków. Jest w tym myślę olbrzymi smutek, że naród może być aż tak zdominowany. Nawet na Białorusi widziałem szyldy sklepowe w języku białoruskim. A tu nic, językowa pustynia. Trzeba mieć niebywałe szczęście, by w przestrzeni publicznej spotkać język kirgiski. Nie ma go w komunikatach na lotnisku,  na znakach drogowych, trudno go nawet usłyszeć w marszrutkach. Na kolejowym dworcu głównym w Biszkeku najważniejsze połączenie to pociąg relacji Biszkek - Moskwa, 27 godzin w jedną stronę.

Pod moim poprzednim wpisem pojawił się głos,  że mój rozmówca - Abdullah - skarżący sie na obecność Amerykanów na Majdanie to trzeźwo myślący człowiek. Z perspektywy Biszkeku ten komentarz Lavinki wydaje mi się jeszcze głupszy, niż jest w rzeczywistosci. Jestem daleki od popierania Amerykanów, ale gdy do wyboru jest świat przeżarty przez klany i oligarchów lub rzeczywistość "wspierania demokracji" to najmniejsze zło jest tu tylko jedno.

Często zgadzam się z komentarzami kolegów, którzy krytykują Unię Europejską, NATO i cały świat zachodni, że jesteśmy bezradni,  że Unia jest czasami kuriozalna, że tarczy brak, że stacjonujących wojsk na wschodzie sojuszu za mało. Jednak, gdy przychodzi do rozmowy z człowiekiem face to face w Kijowie, Mińsku czy Biszkeku, przy piwie w barze, na bazarze ze sprzedawcą, albo kierowcą taksówki, to nigdy nie mam wątpliwości skąd jestem, jak mi się żyje, że jeżeli Unia to nigdy Euroazjatycka.

środa, 23 września 2015, jeanvaljean

Polecane wpisy

statystyka