Blog > Komentarze do wpisu
Uzależnienie od Ukrainy

Przez lata podróżowania na wschód nauczyłem się, że nie osądza się tam przynajmniej jednej rzeczy: miłości. Gdy zrobisz coś nieodpowiedzialnego dla rodziny - a tym bardziej dla kobiety, którą kochasz - usłyszysz słowa zrozumienia i wsparcia - "Eta ljubow". Taki też Majdan zapamiętałem: dla dobra rewolucji nie zawsze był pokojowy, a mimo to wszystko zostało mu wybaczone. Jednak czy cena nie była zbyt wysoka?

W grudniu 2013 roku w drodze na Majdan po raz pierwszy czułem, że muszę tam być. To samo w styczniu, lutym, marcu i kwietniu. Prawie pół roku wyszarpywania dni z kalendarza by obserwować i opisywać to co działo się w Kijowie.

Jak nieodpowiedzialne i źle zaplanowane były te wyjazdy, niech potwierdzą Ci, którzy widzieli mnie, gdy za każdym razem w ostatniej chwili do torby podróżnej pakowałem jedną koszulę i zaraz meldowałem się na Dworcu Zachodnim. Tam o 21.30 wsiadałem do autobusu rejsowego i jechałem z Warszawy do Lwowa, a później dalej choćby na kilka dni na Majdan Niezależności, Krym, do Charkowa, Zaporoża, Odessy czy Dniepropietrowska. Za każdym razem, po to by lepiej rozumieć. Za każdym razem, byłem pewien, że to już ostatnia podróż "na Majdan".

Poszukiwacze przygód

Takich jak ja polskich dziennikarzy - uzależnionych od Ukrainy w tamtym czasie - na Majdanie było więcej. Niektórym przez rewolucję na wschodzie rozleciały się związki, ponieważ przez długie tygodnie żyli tylko tym co się działo w Kijowie. Nie pytaliśmy: „Czy jedziesz?”, ale „Kiedy się spotkamy na Majdanie?”. Na takich jak my niektórzy pogardliwie mówili „poszukiwacze przygód”, bo w gruncie rzeczy była to przygoda. Spaliśmy pokotem w biurze prasowym na karimatach, czy budynkach przejętych przez rewolucjonistów i to my byliśmy pierwsi rano na konferencjach prasowych. Te zresztą i tak najmniej nas obchodziły, bo my chcieliśmy poznać prawdę o Majdanie, a tę znali ludzie stojący na mrozie, a nie politycy na konferencjach.

Wtedy nie miało znaczenia też, którą redakcje reprezentujesz, ale jak dobre zdjęcie zrobiłeś, czy tekst napisałeś. W Profspiłkach - spalonym w lutym 2014 r. biurze prasowym -  tworzyliśmy „polski stolik”, ponieważ pracowaliśmy razem, podpowiadaliśmy sobie, pomagaliśmy w tłumaczeniach, razem w środku nocy jechaliśmy sprawdzić niesprawdzone informacje. Gazeta Polska razem z Gazetą Wyborczą, TVN24 obok Radia Wnet. To była dla mnie prawdziwa rewolucja, no i szkoła dziennikarstwa, ponieważ na Majdanie okazało się też, że nikomu - a przede wszystkim liderom ukraińskiej opozycji - nie wolno wierzyć „na słowo”.  W tej plątaninie interesów, biznesów i polityki, wielu chciało rękami dziennikarzy, ale przede wszystkim prostych ludzi, którzy uwierzyli, że wymiana elit może zmienić ich życie, ugrać jak najwięcej. Właśnie dlatego na Majdanie podziwiałem najbardziej -  i myślę, że nie tylko ja - tych prostych ludzi, którym przyśniła się radykalna zmiana ich kraju, radykalna wymiana elit przeżartych przez korupcję. Sen o Unii Europejskiej, to tak naprawdę sen o normalności.

Molodcy znaczy zuchy

Sen ten śnili zresztą nie tylko Ukraińcy, którzy byli na Majdanie. Argument mojego ojca, który powtarzał, że kilka tysięcy osób na placu w Kijowie w ponad 40 milionowym kraju, to jest kropla w morzu, mnie nie przekonywał. Kropla przecież drąży skały, a Majdan okazał się tykającą bombą, która odsłoniła prawdziwe oblicze Rosji. O tym, że lont się pali świadczyły szczegóły. Na granicy w Medyce, ludzie – tak zwane „mrówki” na nasze – „Wracamy z Majdanu Niezależności” do pogranicznika reagowali pomrukiem podziwu. To ich ciche „Molodcy” (czyli „zuchy”), które słyszeliśmy było jak zapewnienie, że stoimy po właściwej stronie barykady.

O tym, przekonał mnie też nastoletni Wasyl w Dniepropietrowsku, gdzie skromny – bo ciągle rozganiany -  Majdan na początku lutego przyciągał może kilkadziesiąt osób. Mimo tych trudności chłopak był pełen wiary w demokracje, wolność i sprawiedliwość. Młody idealista odcinał się od radykałów  i wierzył, że lepszy świat jest możliwy. W pewnym sensie zawstydzał mnie. Właśnie dlatego to jemu dałem koszulkę „Solidarności”, którą za każdym razem woziłem ze sobą na Wschód.

O ważności Majdanu przekonał mnie też – w sposób symboliczny - Olek z Drohobycza, który – choć go nie znaliśmy - w styczniu podbiegł do mnie i do Franka Rapackiego przed Profspiłkami i zapytał uśmiechnięty „Co tam u was żurnalisty z Polszy?” energicznie przybijając piątkę. Olek zginął 9 lutego od strzału snajpera na Majdanie, tak jak sto innych osób. Zginął od strzału, którego wszyscy się spodziewali.

Dzięki znajomościom w Samoobronie Majdanu wiedzieliśmy, gdzie i kiedy „zacznie się”. - Po co wracacie do Polski, we wtorek będą pierwsi zabici - mówił nam w lutym jeden z szefów rewolucji, tuż przed „czarnym tygodniem” kijowskiego powstania. I tym razem też się nie pomylił. Po raz kolejny sprawdziła się jego przepowiednia co do końca zawieszenia broni. Skąd wiedział, kiedy Berkut zacznie rozstrzeliwać Majdan? Może stąd, że to radykałowie Majdanu pod flagami Unii Europejskiej doprowadzili do eskalacji przemocy? Czy było to konieczne? Czy można było tego uniknąć? Czy cena za zwycięstwo Majdaniu nie była zbyt wysoka? Te pytania do dziś mnie męczą. Wiem jednak, że gdyby nie skrajne skrzydło Majdanu rewolucja by nie zwyciężyła, a to dzięki niej przecież poznaliśmy prawdziwą twarz Władimira Władimirowicza Putina. Tylko czy z tą wiedzą świat zdolny jest zrobić pożytek?

TEKST UKAZAŁ SIĘ W 72 NUMERZE FRONDY LUX W 2014 r


piątek, 04 września 2015, jeanvaljean

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: no tak, 91.232.175.*
2015/09/08 11:30:29
Psi --uj to tak delikatnie powiedziane !
statystyka