Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
czwartek, 29 listopada 2007
#138
Najgorszy jest smrod na ulicach, smrod i szczury wielkosci puszek po piwie. Wyobrazam sobie, ze takie bydle co jakis czas staje na tylnych lapach, a przednimi wklada sobie do pyska kawalki smierdzacych resztek jedzenia wygrzebanego ze smietnika. Wietnamczykom wielka radosc sprawialo opowiadanie nam o walorach smakowych tych stworzen. W Sajgonie jeden taki szczur przeszedl kolo mojej stopy jakby w ogole nie bal sie czlowieka. Zreszta Sajgon to odzielna historia. Wszystko to oddzielna historia. Wracam juz w ten weekend, a boje sie najbardziej pytan "I jak bylo?" Tych historii nie da sie opowiedziec, tego nie chce opowiadac. Spotykam Amerykanow, Australijczykow, Wlochow, Niemcow, Polakow.. wszyscy raczej po studiach, wszyscy raczej wiedza, ze nie wiedza nic. "Kilka miesiecy w Australii, potem Malezja, moze Laos, moze Chiny, zobaczy sie.." postawa niepolakow jest zatrwazajaco beztroska. Postawa Polakow zas raczej zatrwazajaco odmienna od mojej. Bo zycie to moze i jest, ale nie tu.
11:09, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 listopada 2007
Oni tez maja swoj Oswiecim.

14:03, jeanvaljean
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 listopada 2007
Moja Kambodza, czesc 1

11:36, jeanvaljean
Link Komentarze (24) »
niedziela, 18 listopada 2007
Przed nami Angkor Vat
17:41, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 listopada 2007
#134 [donos]
Dworzec kolejowy. Nha Trang, dwa dni temu. Nagle:
Wietnamczyk: "A ja mowie po polsku."
My: "Taaa"
Wietnamczyk: "Studiowalem na Politechnice Szczecinskiej 17 lat temu."
My: "Taaa"
Wietnamczyk: "Dzis jestem juz profesorem."
My: "Taaa"
Wietnamczyk: "Ostatno po polsku rozmawialem 15 lat temu, dlatego przepraszam za bledy."
My: "Taaa"
15:59, jeanvaljean
Link Komentarze (7) »
środa, 14 listopada 2007
News from Vietnam
Pociag ktory z Hue przywiozl nas do Nha Trang byl, jak na razie, ostatnim na tej trasie. Kolejne ze wzgledu na zalane tory juz nie wyjechaly. W czasie tegorocznej powodzi w srodkowym Wietnamie zginely 73 osoby, 160 tysiecy zostalo ewakuowanych. Pociag ktory zabral nas z Nha Trangu do Sajgonu, gdzie teraz szczesliwie jestesmy, byl specjalnie dla garstki osob podstawiony. Przed nami delta Mekongu, a za kilka dni stolica Kambodzy, Phnom Penh.
14:53, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 listopada 2007
W drodze do Nha Trang
Tym oto sposobem zaczelismy wloczyc sie po Wietnamie. Mija 7 dzien. Deszcz napierdala w szyby pociagu, piwo w "warsie" kosztuje 80 groszy, wiesniacy w lachmanach za oknem brodza w wodzie, ktora jest wszedzie. Cmentarze, tu budowane na polach uprawnych, pola ryzowe, lasy palm, wszystko, jak okiem siegnac, jest zalane. Australijczycy w restauracyjnym zreszta tez, tylko ze piwem. Buduja z pustych puszek piramidy, mowia "life's beautiful". Siedze i w glowie ukladam rankingi. Kto i co jest tu najbardziej egzotyczne? Australijczycy i ich piramidy, wiesniacy i ich tragedia, czy ja i moja jedna noga w Polsce?
17:42, jeanvaljean
Link Komentarze (7) »
sobota, 10 listopada 2007
Hue, 11 km od Morza Poludniowochinskiego

Miasto oddalone od Hanoi o 12 godzin jazdy pociagiem i 3 godziny, zapewne nieplanowanego, opoznienia. Jak podaje Lonely Planet jest to "cultural capital of the country". Czymkolwiek by jednak nie bylo, 15 godzin jazdy tutaj, do spolki z zimnem w wagonie, najtanszym dostepnym ryzowym winem (32.000 dongow, jakies 2$) i pogoda, ktora niestety w Hue okazala sie byc podla i deszczowa, sprawily, ze pierwszy raz siegnalem dzis do apteczki po powazniejsze leki.

Deszcz i bol glowy zmusily mnie do ograniczenia zwiedzania do minimum. Obskoczylem wiec jednynie "The Hue Forbidden City" i zlapalem ryksze [mimo durnoty tego "sposob lokomocji"!] do hotelu.

Teraz siedze w kolejce do internetu (po raz drugi dzis), wrecz chowam glowe w zeszyt, by juz wiecej recepcjonista nie chcial nawet pomyslec o tym, ze moge czegokolwiek od niego potrzebowac, a sila moich telepatycznych talentow probuje poinformowac dwie Niemki przy internecie, ze gdzies tam na krancu swiata jest ktos, komu musze natychmiast napisac, ze..

13:10, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 listopada 2007
#130 [donos]

Hanoi. Wieczor. 6 osob przed restauracja po kolacji.

"To co robimy?"

"Moze szalony tour taxowka po miescie?"

"Tomek, jest nas szesciu!"

"To jest Hanoi, a nie Warszawa! Oni tu biora tylu, ilu trzeba zabrac!"

"TAXI!!!"

 

09:53, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
środa, 07 listopada 2007
Hanoi, Wietnam

Miasto niczym zywa, pulsujaca kula. Na ulicy dzieje sie absolutnie wszystko, wystarczy zatrzymac sie i co kilka sekund naciskac spust aparatu by zrobic dobre zdjecie. Sa wiec pieczone psy i szczury, nadziewane na wykalaczki robaki, fale non stop trabiacych motorynek, fryzjerzy uliczni, pucujacy buty wszechmistrzowie, piramidy ananasow, arbuzow i melonow. Restauracje to kilka plastikowych krzesel, kuchenki gazowe i wielkie patelnie. Chleb wyrabia sie, a jakze, na ulicy, lemoniade podaje sie w ledwie wymytych kubkach [takze na ulicy]. Za jednego dolara mozna praktycznie wszystko, za nic ma tu sie wszystkie przepisy drogowe, dlatego niewprawiony przechodzien jest jak dziecko we mgle.

Stoje rozdziawiam gebe i nie wierze, jakby stopklatki w filmie do ktorego ktos mnie nagle wrzucil. Moglbym wiec jedynie siedziec, przegryzac popcorn i sie dziwic. Hanoi ma 3,5 mln mieszkancow, ponad dwa przemieszcza sie, dzien w dzien, ledwo zipiejacymi motorynkami. Jest to wiec jeden wielki smierdzacy kocial, podgrzewany sloncem kalibru lipcowego w Polsce. A podobno sie ochlodzilo.

13:06, jeanvaljean
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2
statystyka