Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
piątek, 30 grudnia 2011
Rok 1971: "W Pałacu Kultury był bal na 17 sal"
01:54, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
środa, 28 grudnia 2011
Czarno to widzę

 

23:02, jeanvaljean
Link Komentarze (6) »
wtorek, 27 grudnia 2011
Radio Przeciąg#3 - "Generalissimus"

Radio Przeciąg powraca. Co w odcinku numer 3? Tym razem nagranie z Chłodnej 25, gdzie 2 grudnia 2011 roku o 18:00 odbyła się promocja książki "Generalissimus" o generale Wojciechu Jaruzelskim. W dyskusji udział wzięli - autor Dariusz Wilczak, psycholog Krystyna Skarżyńska, polityk i historyk Paweł Kowal oraz Tomasz Stawiszyński z redakcji Newsweeka. Rozmowę prowadził Piotr Śmiłowicz, również z redakcji Newsweeka Polska. Zawsze gdy powraca temat Jaruzelskiego dyskusje są gorące. Tym razem również nie było inaczej. Zapraszam do słuchania:

Odcinek 3: Generalissimus by radio_przeciag

Rozmawiając z wieloma bliskimi Jaruzelskiemu ludźmi i z samym generałem Dariusz Wilczak w książce "Generalissimus" stara się odpowiedzieć na pytanie kim właściwie jest generał Wojciech Jaruzelski, którego indywidualny życiorys i doświadczenia polityczne są wypadkową procesów historycznych, jakich doświadcza Polska od czasów przedwojennych do dziś. Dariusz Wilczak pyta nie tylko o zdarzenia, w których generał uczestniczył i których był sprawcą, ale także o uczucia, takie jak miłość, przyjaźń, obawa, strach, odwaga, niechęć, nienawiść czy honor. W książce znajdą się też opisy sytuacji, zdarzeń, które nigdy nie wydostały się z gabinetów rządzących Polską w czasach PRL. Opisy zdarzeń dramatycznych, ale także zabawnych, pokazujących specyfikę tamtych czasów i zaskakującą naiwność ocen rządzących.

Dariusz Wilczak, ukończył etnografię na Uniwersytecie Łódzkim i podyplomowe studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. Autor słuchowisk radiowych oraz książek: "Pajęczyna" (wspólnie z Barbarą Stanisławczyk), "Mucha za szybą", "On Kwaśniewski" (wspólnie z Grzegorzem Indulskim), „Ponad stan”. Od dziesięciu lat jest dziennikarzem tygodnika ,"Newsweek Polska".

środa, 21 grudnia 2011
Nie, nie, nie te czasy nie powtórzą się

To będzie opowieść o krainie, której już nie ma. Przewodnik po dzielnicy między al. Lotników, ul. Gotarda i Bokserską. Będą to wspomnienia o Służewcu, a dokładnie o tym co się wydarzyło nieopodal bloków przy ul. Smyczkowej 9 i 11, czyli o Smyczkach lat 90-tych w odcinkach.


To był czas kiedy potrafiłem zejść z 4-ego piętra po balkonach, żeby iść do kościoła. Zresztą gorsze rzeczy też robiłem. Byłem (do dziś jestem!) rekordzistą skoków z budynku przedszkola do piaskownicy. Skok z obrotem o 360 stopni do piachu z wysokości ponad dwóch metrów, to potrafił na podwórku prawie każdy. Ja wszedłem na ten dach na rolkach, rozpędziłem się z całych sił i nie było już wyjścia. Skoczyłem. Bez obrotu, ale prawie się zabiłem. Tego numeru po mnie nie powtórzył już nikt.

Nie było wtedy komórek, więc nikt tego nie nagrał, ale kto tam był ten wie, że piszę prawdę. Zresztą obok przedszkola (nie było wtedy tego ogrodzenia i zjeżdżalni) padały też inne niepobite pewnie do dziś rekordy. To tu ST wypił kiedyś butelkę wina Sophia duszkiem i padł na twarz.


 

Największe ognisko rozpaliliśmy w parku obok akademika przy Smyczkowej, jak ŁI zmieniał meble i te stare wyrzucił na śmietnik. Regały były z jakiejś lakierowanej dykty i buchał z nich olbrzymi czarny dym. Jak dzikusy darliśmy mordy, a J. przyniósł z domu dezodoranty, które oczywiście spaliliśmy razem z meblościanką. Huk był jak od granatów.

Obok był sad za siatką i rosły tam najlepsze czereśnie jakie kiedykolwiek jadłem w życiu. Co roku niczym sępy leźliśmy tam by kraść owoce, a właściciel drzew spuszczał na nas psa. Nie wiem, czy tam dalej ktoś mieszka, ale najwyraźniej nie ma już mojego ulubionego drzewa czereśniowego. Najstarszy wśród nas był wtedy B. i to on strasznie się wściekał, gdy ktoś przy zrywaniu owoców łamał gałęzie.


W starym bloku między blokami mieszkali anarchiści. Pamiętam jak jeden stanął na krawędzi dachu i krzyczał, że się rzuci. Nie pamiętam o co mu chodziło, ale darł się przerażająco. Pojawiła się straż pożarna i nadmuchali wielką poduszkę. M. płakała, że nie upilnowała kolegi i że to przez nią "przyjechały psy". Wtedy właśnie pierwszy raz usłyszałem to słowo  w nowym znaczeniu.

Byłem gówniarzem, a ciągle z kimś się biłem. ŁI podbiłem oko. Nie będę wymieniał z inicjałów, kto biegł wtedy za mną i w odwecie rzucał kamieniami, ale serio nie dotknąłem tej piłki wtedy ręką. Zresztą, czy o to poszło? Nie ma pamiętam, wiem, że dziś wciąż jesteśmy kolegami. Meczy piłki nożnej do rozegrania między blokami było wtedy za dużo, żeby długo gniewać się na siebie. Pacyfistą zostałem jak koleżkowie z innego podwórka złamali mi nos i trafiłem na ostry dyżur. Od tej pory nie uznaję walki na pięści. Nawet już chyba tego nie umiem, choć kiedyś SK lałem z zamkniętymi oczami. A ten nie był wtedy takim chucherko jak dziś.

* Inicjały w tekście nie pochodzą od imion i nazwisk.

** CDN...

02:50, jeanvaljean , Oldies
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 grudnia 2011
"Stan wojenny przypominał mi najazd Hitlera"

Wprowadzenie stanu wojennego to jedna z najboleśniejszych kart współczesnej historii Polski. Rok w rok 13 grudnia przed domem Wojciecha Jaruzelskiego spotykają się Ci, którzy chcą kultywować pamięć o zbrodniach komunizmu. W poniedziałek, w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, nie było inaczej. Z placu Konstytucji pod okna schorowanego komunistycznego generała przeszła prawicowa manifestacja. Skandowano: "Znajdzie się cela dla Jaruzela!" czy "Wyłaź szczurze!".

- A mój ojciec był ubekiem! - krzyknęła pijana dziewczyna, gdy w poniedziałek ze sceny na Placu Konstytucji przemawiał Robert Winnicki, szef Młodzieży Wszechpolskiej. O 20:00 rozpoczęła się manifestacja, a na placu było nie więcej niż 350 osób. Właśnie dlatego jej głos było dobrze słychać. Przemawiający zawiesił na chwilę monolog, ale niezmieszany mówił dalej: - Jest hańbą, że do tej pory Jaruzelski nosi tytuł generalski. Jesteśmy tu po to, by mówić o tych, którzy ginęli mordowani przez Sowietów i ich polskich pomocników.

 
Tłum odpowiedział gromkimi oklaskami i okrzykiem "Chwała bohaterom!". Entuzjazm wzbudziły także przemówienia dotyczące rozliczenia Okrągłego Stołu, dekomunizacji i lustracji. Ludzie, jak w latach 80-tych, skandowali "Precz z komuną!". Wokół małej sceny, na której wyświetlano zdjęcia z czasów walki z ZOMO, z minuty na minutę ludzi było coraz więcej.
 
"Nigdy nie byłem ani lewy, ani prawy"

Na placu Konstytucji można było spotkać Młodzież Wszechpolską, "obrońców krzyża", garstkę osób z krzyżami celtyckimi na szalikach,czy też miłośników Narodowego Odrodzenia Polski. Były też rodziny z dziećmi, kombatanci i - niespodziewanie - legenda warszawskiej muzyki punkowej Robert Brylewski, który zagrał krótki koncert z zespołem Kryzys.
 
Rober Brylewski śpiewa "Dolinę lalek" przed marszem pod dom gen. Jaruzelskiego
 
 
Dostaliśmy zaproszenie, dlatego się pojawiliśmy. Nie unikamy trudnych sytuacji. Jesteśmy zespołem na trudne chwile. Nie powiem, że to jest moje środowisko, ale przyświeca mi zasada
"porozumienie ponad podziałami". Nigdy nie byłem ani lewy, ani prawy. Jestem z Warszawy - powiedział Robert Brylewski. Gdy dopytałem, czy wybiera się pod dom Jaruzelskiego, szybko zaprzeczył. - To ślepa uliczka - przyznał i dodał: - Nie sprawdzam, kto jest na moim koncercie,
dopóki nikt nie robi "Heil Hitler". W rzeczywistości na poniedziałkowym koncercie Kryzysu było dużo rodzin o poglądach prawicowych. - Przyszedłem pokazać, że narodowcy nie wywołują zamieszek. Trzeba uczcić ofiary stanu wojennego - mówił Rafał, który na plac Konstytucji przyszedł z mamą.
 
- Jesteśmy rodziną patriotyczną. Dzień zaczęłam od rorat z moimi młodszymi dziećmi. Potem byłam w pracy, a kończę ze starszym synem na koncercie upamiętniającym ofiary 13 grudnia 1981 r. Ta rocznica jest ważna dla historii naszej ojczyzny. Ode mnie ze szkoły był Grzegorz Przemyk - powiedziała mama Rafała i dodała, że nigdy wcześniej nie była przed domem generała Jaruzelskiego.
Rafał z mamą na placu Konstytucji

Publiczność pod sceną
 
"Stan wojenny jak najazd Hitlera"
 
Zupełnie inaczej niż pani Maria, 80-letnia staruszka ze Śródmieścia ("proszę napisać, że z ul. Mokotowskiej"), która gdy tylko może, w rocznicę 13 grudnia chodzi przed dom generała.
 
- Stan wojenny wspominam bardzo boleśnie. Przypominał mi najazd hitlerowski. To nieprawda, że Jaruzelski wprowadził go ze strachu przed Ruskimi. Jak młodzież ma się uczyć o stanie wojennym, jeżeli niektórzy uważają, że to była dobra decyzja? - mówiła pani Maria i około 22:00
razem z całą manifestacją ruszyła w stronę ul. Ikara, przy której stoi willa generała Jaruzelskiego.
 
 
Precz z komuną!

Chwała bohaterom!
 
Gdy tylko tłum pojawił się na placu Zbawiciela, wybuchła pierwsza petarda. Na szczęście pierwsza i ostatnia. W czasie marszu nikt nie palił też rac, mimo że do pochodu zaczęli dołączać coraz to liczniejsi zakapturzeni kibole. Im dalej od czoła manifestacji, którą prowadzili kombatanci, tym okrzyki były bardziej plugawe. Obrażano Donalda Tuska, Jolantę Kwaśniewską i policję. Pojawiły się okrzyki o "zakazie pedałowania", "eutanazji dla pedałów", czy przyśpiewka o "ruskiej
k*****" na stadionową melodię "ole ole ole". Duch patriotyczny wyraźnie opadł. Nie zmieniło tego nawet śpiewanie "Roty". Ta musiała niektórych irytować. - Co to, jakaś cepelia? - wyśmiewał uczestnik, obok którego szedłem. - Niech nasi przejmą mikrofon! - krzyczał do kolegów.
 
Maszerujemy na przód pod dom Jaruzelskiego

Obłęd
 
"Wyłaź szczurze!"
 
Przy ul. Ikara na manifestantów czekało zaskoczenie. Jak się okazało, policja odgrodziła dostęp do domu pod numerem 5, w którym mieszka Jaruzelski. Właśnie dlatego pochód podzielił się. Część ludzi została przy Puławskiej, inni ulicą Idzikowskiego dostali się na Ikara. Tam o północy odśpiewano hymn i odczytano nazwiska ofiar stanu wojennego. Gdy padało nazwisko zabitej osoby, tłum odpowiadał "Zginął za wolną Polskę". Przemawiali również dawni opozycjoniści, m.in. Andrzej Gwiazda. Choć Jaruzelskiego nie było w domu, tłum skandował "Wychodź szczurze!", czy
"Znajdzie się cela dla Jaruzela!". Dla zmarzniętych ustawiono koksownik, rozdawano herbatę. Wśród manifestantów przechadzał się "Major" Fydrych, w czapce krasnoludka wspominał czasy "Pomarańczowej Alternatywy". Młodzi ludzie robili sobie zdjęcia na tle kordonu policji i krzyża
zrobionego ze zniczy.

Pamiętamy!

A czy Ty byś złożył kwiaty pod pomnikiem Dmowskiego?
 
- Każdy ma obowiązki wobec pokoleń mordowanych przez Jaruzelskiego. Nawet jeżeli, tak jak ja, nie żył w czasach komunizmu. Trzeba było skazać generała w latach 90-tych, nie musielibyśmy teraz marznąć - powiedział młody chłopak z polską flagą na ramieniu.
 
Stan wojenny wprowadzono w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Wtedy to też milicja rozpoczęła zatrzymywanie działaczy "Solidarności". Na ulicach pojawiło się wojsko i czołgi. Oficjalnie wprowadzono cenzurę. Wstrzymano wydawanie prasy. Internowano tysiące osób, wielu z nich poniosło śmierć. 31 grudnia 1982 r. stan wojenny został zawieszony, a 22 lipca 1983 r. odwołany, przy zachowaniu części represyjnego ustawodawstwa.
 
1981 r....
... 2011 r
 
 Tekst był także opublikowany na Tvnwarszawa.pl
03:05, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 grudnia 2011
Znajdź różnice

19:25, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
statystyka