Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
sobota, 31 marca 2012

Jeśli zapomnieliście o Dobrej po zamknięciu Jadłodajni, oni chcą Wam o tej ulicy przypomnieć, ale - dla odmiany - nie nocnymi imprezami. Dwie kawiarnie, studio tatuażu, pracownia ceramiczna, kino, a nawet stolarnia, powstają w budynku z lat 30. – Będzie to miejsce idealne do odpoczynku i pracy – zapowiadają twórcy artystycznego podwórka przy ul. Dobrej 14.


- Czy będzie tu przytułek dla dzieci? – takie było podejrzliwe pierwsze pytanie wspólnoty mieszkaniowej do twórców nowego miejsca kulturalnego w podwórku przy Dobrej 14. Młodzi zapaleńcy jednak nie przejęli się chłodnym przyjęciem. Od kilku miesięcy siłą własnych mięśni i portfeli (niektórzy wzięli kredyty bankowe) tworzą „Dobrą Dobrą”.

"Tworzyć, nie imprezować"

Czy będzie to nowe podwórko w stylu tego przy Dobrej 33/35, gdzie działała między innymi Jadłodajnia Filozoficzna?

- Wiele osób nas o to pyta. Nie, nie będzie to druga Jadłodajnia. Nie nastawiamy się na życie nocne, chcemy funkcjonować w dzień. Chcemy tworzyć, a nie imprezować – tłumaczy Iga Sekuła, jedna z twórczyń „Dobrej Dobrej”.

Mieszkanie jak w PRL-u

Plan jest taki, by w jednopiętrowym budynku z lat 30. (przed wojną działa tu stajnia), na ponad 800 metrach kwadratowych stworzyć miejsce idealne zarówno do odpoczynku, jak i pracy. Powstaną małe kino, tatuażownia, pracownia biżuterii, sitodruku, ceramiczna i stolarnia. Do tego dwie kawiarnie – "Wars&Sawa" i "Bardzo Dobra". Ta druga ma być idealnie odwzorowanym PRL-owskim mieszkaniem

- Prowadzę z tatą również skup złomu, więc mam dostęp do prawdziwych perełek. Nie mówię "komuno wróć", ale z nostalgią wspominam dzieciństwo. Wystrój nie będzie zrobiony z zamienników przypominających PRL, ale z oryginalnych starych rzeczy. Nie zabraknie słuchowisk radiowych, dobrego jazzu i muzyki poważnej – mówi Rafał Puderecki, twórca „Bardzo Dobrej”, która powstanie na pięterku kamienicy.

W planach jest również organizowanie małych koncertów akustycznych i targowisk rękodzielniczych. W końcu miejsce ma być pełne artystów rzemieślników.

Start przed wakacjami

- Chcielibyśmy stworzyć miejsce, gdzie furczeć będzie twórczość. Pracowania stolarska będzie otwarta, każdy będzie mógł przyjść, wynająć narzędzia i zrobić z nasza pomocą wszystko, co mu się wymarzy – opowiada Łukasz Perkowski, który w trakcie rozmowy heblował własnoręcznie zrobione drzwi do stolarni.

Budynek, w którym powstanie „Dobra Dobra”, młodzi twórcy wydzierżawili  od Akademii Muzycznej. Umowa obowiązuje do 2014 roku. Na podwórku przy Dobrej 14 w przyszłości powstać ma nowy gmach uczelni. - Zanim jednak inwestorzy znajdą pieniądze, dano nam szansę, by coś tu zrobić – wyjaśnia Michał Kołyga, jeden z twórców i zaprasza na otwarcie w maju.

VIDEO NA TVNWARSZAWA.PL

10:05, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 marca 2012
Widok z warszawskiej gazowni na podmiejskie pociągi

 

 

00:26, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
środa, 28 marca 2012
Koncert na dwa squaty

Jedni debatują z wiceprezydentem, drudzy wyczekują na wyniki rozmów w miejskim lokalu przy ulicy Skorupki. Jeszcze inni wciąż okupują prywatne budynki przy Elbląskiej. Stołeczni squattersi ostatnio wyjątkowo absorbują uwagę urzędników, policji i mediów. Przy okazji dając do rozwiązania trudną łamigłówkę.

Budynki przy Elbląskiej i Skorupki okupują dwie różne grupy squattersów, przez nich samych zwane kolektywami. Działają oddzielnie, ale znają się i wspierają. Ich sytuacja jest o tyle różna, że Elba działa w budynkach prywatnych.

Siła czy argumenty?

Przychodnia powstała w poniedziałek, w proteście przeciwko likwidacji Elby. Jednak w przeciwieństwie do squatu przy Elbląskiej, squattersi z Przychodni zajęli lokal miejski. Tym razem nauczeni doświadczeniem urzędnicy szybko wycofali wezwaną na miejsce policję: - Zamiast argumentu siły, spróbujemy użyć siły argumentów - zapowiedział burmistrz Śródmieścia, Wojciech Bartelski. To wyraźna zmiana frontu, bo gdy 16 marca policja bezceremonialnie traktowała nielegalnych lokatorów Elby gazem, urzędnikom argument siły wydawał się wystarczający. - Takie miejsca są niebezpieczne. Wypiją, zapalą, od tego robi się pożar - lekceważąco wypowiadała się o squattersach Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Porozumienie na horyzoncie?

Wtedy miasto formalnie nie było stroną konfliktu. Zajęta przez nowy kolektyw przychodnia jest jednak budynkiem miejskim. Dlatego tym razem urzędnicy siedli ze squattersami do negocjacji. Zamiast zasłaniać się kodeksem karnym i sięgnąć po najprostsze środki, spróbowali wskazać młodym ludziom, jak mogą robić niemal to samo, tylko legalnie.

Za sukces trzeba uznać już to, że obie strony uznały, że warto siąść do kolejnej tury rozmów. Stronom porozumieć się jednak niełatwo. Z jednej strony urzędnikom (i zdecydowanej większości internautów) trudno pojąć, jak ktoś może lekceważyć prawo własności. Niełatwo też jednak wytłumaczyć, dlaczego tysiące pustostanów mają się marnować, gdy są chętni by z nich korzystać: - Ja jestem prostym polonistą, a nie prawnikiem. Nie chcę rozstrzygać takich kwestii - ocenił wiceprezydent Włodzimierz Paszyński.

Strony zgodziły się jednak, że wspólnie poszukają budynku, w którym Przychodnia mogła by mieszkać legalnie.

Obraz squattersa czy stereotyp?

Obserwacja tego jak przebiega ta współpraca może być ciekawa. Squattersi z Elby wkładają sporo pracy, by udowodnić, że przywołany przez prezydent obraz to stereotyp. Gdy podejść z kamerą grają w szachy, pokazują zdbudowaną własnymi siłami ściankę wspinaczkową, czy skatepark. Kiedy około 8.00 próbowaliśmy sprawdzić, na co mogą być narażone dzieci z pobliskiej szkoły, Przychodnia jeszcze spała.

Problem w tym, że choć może nie ćpają i nie piją więcej niż bywalcy modnych stołecznych klubów, to już o pozwolenia na sprzedaż alkoholu starać się nie zamierzają. A piwo na squatterskich imprezach można kupić za kilka złotych.

Urzędnikom na takie zachowania trudno będzie przymknąć oko. Nie chcąc sformalizować swojej działalności, squattersi zawsze będą na przegranej pozycji. Świadomie ignorują prawo, a ono będzie działać przeciwko nim. Choć zwykle wiedzą, że squat to coś tymczasowego, rzadko poddają się bez walki. Tak było w przypadku Elby.

Dni Elby są policzone

Kiedy jedni squattersi dyskutowali z wiceprezydentem, drudzy właśnie barykadowali się w Elbie, unikając przyjęcia niewygodnych dokumentów. Wynika z nich, że przebywanie na tym terenie może  być groźne dla życia.

- Dziś dostaliśmy pismo, w którym inspektor, pod rygorem natychmiastowej wykonalności, zarządził zabezpieczenie budynku, który w jego opinii nie nadaje się do użytku. Mówiąc inaczej, mamy "zabić okna dechami" – mówi Maria Rochowicz ze Stora Enso Poland, która jest właścicielem terenu przy Elbląskiej 9/11.

Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego informuje, że Elbląską sprawdzał już wcześniej, a teraz jedynie przypommniał o swoich ustaleniach: - W ubiegłym roku trafiły do nas informacje od straży pożarnej o złym stanie budynków. Skontrolowaliśmy je i zostały wyłączone z użytkowania. Teraz dostaliśmy telefonicznie informacje, prawdopodobnie od właściciela, że znów są użytkowane, a nie powinny - tłumaczy Andrzej Kłosowski dyrektor PINB.

Pismo próbował przekazać squattersom pracownik wynajętej przez Stora Enso agencji PR. Nie został jednak wpuszczony na teren budynku.

"Elbląska kradła prąd"

Stora Enso wskazuje jednak, że zastrzeżenia do Elby ma nie tylko PINB. 16 marca jej okolice zbadało pogotowie elektroenergetyczne: – Dostaliśmy informacje od policji, że na terenie posesji przy Elbląskiej jest nielegalnie pobierany prąd. Nasi eksperci, którzy przybyli na miejsce, potwierdzili to. Kabel został odłączony – mówi Anna Warchoł z biura prasowego RWE Polska

Na dowód tego Maria Rochowicz z przesyła zdjęcia "dzikiego kabla" z Elby.

- Zdjęcia kabli niczego nie udowadniają. Nigdy nie kradliśmy prądu, zwasze używaliśmy agregatów na benzynę. Nasłali na nas nadzór budowlany by nas wykurzyć. W ten sposób, chcą nas zastraszyć. My jednak nigdzie się nie wybieramy. Elba zostaje – zapewnia Kasia Kowalska z Kolektywu Elba.

O to będzie jednak trudno, bo - i tak wątpliwe - racje squatu są coraz słabsze. Nie będą mogli już np. powiedzieć, że nikt  nawet nie próbował z nimi porozmawiać. W poniedziałek przedstawiciele firmy Stora Enso, w obecności radnego Krystiana Legierskiego, spotkali się z mieszkańcami Elby i rozmawiali o przyszłości.

- Oczekiwaliśmy deklaracji, kiedy mogą się wyprowadzić. Stwierdzili, że potrzebują nawet roku. To jest nie do przyjęcia. Nie dostaliśmy żadnej deklaracji, że squattersi opuszczą teren. Dlatego dalsze spotkania z nimi nie mają według mnie sensu. Właściciel posesji jest bezradny. Dziki lokator jest nieuchwytny – opowiada Rochowicz.

Zapewnia równocześnie, że jej firma nie dąży do eskalacji. Oferuje pomoc w transporcie rzeczy i przekonuje, że ten konflikt musi się wreszcie zakończyć odzyskaniem terenu. - My płacimy podatki za ten grunt. Ponad 300 tysięcy zł rocznie – zwraca uwagę.

TEKST NA TVNWARSZAWA.PL



10:51, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012
Pojedynek na słowa. Squattersi kontra burmistrz

- W mieście jest kilkadziesiąt tysięcy pustostanów. Dlaczego nie można z nich korzystać? – dopytują się squattersi, którzy w poniedziałek zajęli jeden ze śródmiejskich lokali. Porozmawiać przyjechał z nimi burmistrz dzielnicy: - Działajcie według cywilizowanych reguł gry. Dlaczego nie przyszliście do dzielnicy, zapytać o warunki najmowania budynku? – dopytywał się Wojciech Bartelski.

fot. Tomasz Zieliński/Tvnwarszawa.pl

Tym razem squattersi nie zostali zignorowani przez urzędników. Bartelski pojawił się na terenie zajętej przez nich starej przychodni przy Skorupki jeszcze przed południem. Znany jako zadeklarowany liberał, burmistrz długo dyskutował z jednym ze squattersów - Antonim Wiesztordem.

 - Pan jest anarchokapitalistą. My nic od pana nie chcemy. Niech pan da nam spokój i niech pan pozwoli nam zajmować pustostany i je remontować – mówił wyraźnie przejęty Antoni Wiesztord.

Mogliście użytkować, ale nie zapytaliście

- Działajcie według cywilizowanych reguł gry. Wybrana grupa mogła zająć ten pusty lokal i go zagospodarować na krótki czas przed zwrotem w prywatne ręce. Dlaczego nie przyszliście do dzielnicy, zapytać o warunki najmowania budynku? To jest ruina. Każdy kto chciał, mógł użytkować ten lokal po kosztach użytkowania – odpowiedział burmistrz Bartelski.

- Squattersi nie mogą sobie pozwolić na kredyty na 40 lat, wszyscy mają umowy śmieciowe, więc muszą zajmować pustostany – komentował zachowanie squattersów Atoni Wiesztord.

- Weszliście tu by robić zadyme, a nie rozmawiać o realnym problemie. Policja stoi tu i pilnuje porządku w imie rządów prawa. Wyłamaliście zamki do tego budynku. To jest włamanie – mówił burmistrz Bartelski.

Kto tu odwraca kota ogonem?

- To policja robi zadymę, tu ludzie prowadzili działalność społeczną i kulturalną. Policja zrobiła burdę i chce wyrzucić ludzi. Ten budynek jest nikomu nie potrzebny  – włączył się do dyskusji kolejny squatters.

- Żyjecie w alternatywnej rzeczywistości. Gdzie policjanci mają pałki? Nikt was nie pałuje – studził emocje burmistrz Bartelski.

W tym momencie Atoni Wiesztord stwierdził, że ma prawo przebywać na chodniku odgrodzonym od dyskutujących taśmą policyjną. – Chcę przeczytać wyrok trybunału konstytucyjnego, o tym, że legalne są spontaniczne protesty – powiedział Wiesztord i przekroczył taśmę. – Chodnik to teren publiczny, a nie prywatny – mówił.

- Ale jest oddzielony – odpowiedział policjant pilnujący zgromadzenia. Tłum zaczął skandować: "Policja łamie prawo". Doszło do kolejnej przepychanki z mundurowymi.

- W wyniku tych przepychanek został ranny policjant, a dwie osoby zostały zatrzymane - poinformował rzecznik policji, Maciej Karczyński.

Burmistrz bierze czas

Kilka godzin później burmistrz Śródmieścia poinformował na konferencji, że wspólnie ze squattersami dali sobie czas do wtorku. Poprosił policję, by na razie wstrzymała się z interwencją i usuwaniem squattersów: - Nie chcemy eskalować napięcia. Nie zależy nam na rozwiązaniach siłowych. Użyjmy na razie siły argumentów - apelował Bartelski.

Urzędnicy mają się spotkać z przedstawicielami squattersów we wtorek o 13.00.

VIDEO NA STRONIE TVNWARSZAWA.PL



09:04, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 marca 2012
Wojciech Smarzowski: "Warszawę portretuję uczciwie"

Obsypany nagrodami reżyser pracuje nad swoim nowym filmem. "7 dni"ma być przypowieścią o korupcji - kryminałem, którego akcja będzie działa się w Warszawie. – Miasto jest jednym z bohaterów tego filmu - zapewniają twórcy. Z kamera Tvnwarszawa.pl podglądaliśmy pracę filmowców w chińskim barze przy Marszałkowskiej.


- Historia jest warszawska. Szybkie samochody, 7 kolegów, 7 dni, 7 grzechów. Na pierwszym planie przyjaźń, lojalność, zdrada. Może trochę pychy. Jak to w życiu – mówi Bartłomiej Topa, który zagra główną rolę.

Uczciwy portret Warszawy

Film ma być również portretem Warszawy. Nie zobaczymy tu jednak bajkowego miasta przyszłości. Kamera będzie zaglądać do domów publicznych, czy brudnych bud z chińskim jedzeniem.

- Myślę, że Warszawę portretujemy w uczciwy sposób. Prawda jest taka, że jeżeli mamy dziury w ulicy, to nie przestawiamy kamery i nie maluje trawy na zielono. Akcja kryminalna dzieje się wokół mostu Poniatowskiego – mówi Wojciech Smarzowski.

Pies na baby z baczkami

- Ja nie gustuje w opowieściach, które dzieją się na Krakowskim Przedmieściu, czy na Nowym Świecie, które lukrują Warszawę, które pokazują to miasto jako bajkowe. Warszawa jest jaka jest. Z przepiekanymi ulicami, z przepięknymi miejscami, ale też z miejscami, których trzeba się wstydzić – Arkadiusz Jakubik, który zagra policjanta z drogówki Petryckiego.

- On jest psem na baby. Szuka szczęścia we wszystkich agencjach towarzyskich. Będąc policjantem drogówki, ma trochę wejść "na lewo i prawo". Gdy i to mu nie wystarcza, są jeszcze tirówki. Stąd ta jego solarka, baczki i fryzura – mówi Jakubik.

Premiera w 2013 r.

"7 dni" współtworzą ze Smarzowskim ludzie, z którymi robił już "Różę". Reżyser zaprosił do współpracy Piotra Sobocińskiego Jr., który jest autorem zdjęć. Muzykę skomponuje Mikołaj Trzaska.

Aktorzy też będą znani z poprzednich filmów. W roli głównej zagra Bartłomiej Topa, na planie pojawią się Marcin Dorociński, Arkadiusz Jakubik, Eryk Lubos, Agata Kulesza, Julia Kijowska i Marian Dziędziel. Premiera na wiosnę 2013 roku.

VIDEO NA STRONIE TVNWARSZAWA.PL

01:08, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 marca 2012
"Pierwsza poważna akcja weryfikuje człowieka"

Odwiedziłem kiedyś chłopaków i dziewczyny z ochotniczej straży pożarnej w Ursusie. Oto i krótka relacja video

 

14:05, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2012
Następna stacja Warszawa Wschodnia

23:35, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2012
Niedawno pasły się tu krowy. Dziś nie ma gdzie parkować

Tam, gdzie pasły się kiedyś krowy, dziś mieszkańcy mają problemy z parkowaniem swoich samochodów. Służew i Służewiec – osiedla, które kojarzone są ze szklanymi biurowcami, wciąż mają swoich wielbicieli. Dzięki zaangażowaniu jednego z mieszkańców, powstaje internetowa kronika tej mniej popularnej części Mokotowa. 

- Jestem mieszkańcem Służewca od dziecka. Zawsze interesowały mnie stare mapy i zdjęcia. W pewnym momencie chciałem dotrzeć do tych, których nie można znaleźć w internecie – opowiada, Bartosz Chorążewicz, założyciel strony poświęconej miłośnikom Służewca i Służewa.

Jak postanowił, tak zrobił. Zaczął od rozdawania ulotek z adresem swojej strony, by dotrzeć do prywatnych zdjęć mieszkańców Służewca. Dzięki temu zgromadził fotografie, które pokazują, jak zmieniała się ta mniej popularna część Mokotowa. Dla tych, którzy się tu wychowali, będzie to bezcenna podróż do przeszłości.

Szkoła przy Niegocińskiej, rok 1980 - fot. archiwum domowe Mai Siemińskiej - Veira

-  Starsi mieszkańcy Służewca wspominają okolice dzisiejszej pętli tramwajowej Wyścigi. Dzisiaj płynie tam potok jednak, jest on w dużym obniżeniu terenu. Jak wszystko było dzikie to w tym obniżeniu był staw. Ludzie przyjeżdżali tu wędkować i pływać na łódkach - mówi Bartosz Chorążewicz.

"Służew nad Dolinką" i pomarańczowy sklep

Najciekawiej prezentują się miejsca, których dziś już nie ma. Mieszkańcom okolicy al. Lotników dużą frajdę sprawią zdjęcia Mokpola na skrzyżowaniu Puławskiej i Wałbrzyskiej. Jeszcze w latach 90-tych fasadę sklepu zdobił duży napis "Służew nad Dolinką". Umieszczony był on na dużej pomarańczowej ścianie w miejscu, gdzie dziś znajduje się Mc Donald's. Obok była jeszcze duża mapa osiedla.

- Starsi mieszkańcy okolic ul. Obrzeżnej wspominają "kocie łby" na ul. Gotarda. Słyszałem również z dwóch już źródeł, że al. Lotników była brukowana. Jest to możliwe, ponieważ droga ta była "obwodową". Łączyła od zachodu różne forty: m.in Zbarż, Służewiec, Służew - mówi Chorążewicz.

W tle Spółdzielczy Dom Handlowy przy Gotarda, lata 80. - fot. archiwum domowe Janusza Kaczmarczyka

Absolwentom szkoły podstawowej numer 191 przy Bokserskiej nie trzeba przedstawiać kina Kadr w obskurnym niebieskim blaszaku przy skrzyżowaniu Rzymowskiego i Gotarda. W czasach gdy nikt nie słyszał jeszcze o Galerii Mokotów, było to jedyne kino w okolicy, które do końca lat 90-tych działało bardzo prężnie. Na zdjęciach ze strony Chorążewicza możemy zobaczyć m. in. Mokotowską Wiosnę Kultury z 1982 roku, czy kolejkę do kina, o jakiej dziś ten dom kultury może tylko pomarzyć.

kolejka do kina Kadr - rok 1982 - fot. archiwum domowe Janusza Kaczmarczyka

Krowy, hale, sady i... Janosik!

Gratką są rónież zdjęcia z budowy kościoła św. Maksymiliana Kolbego przy Rzymowskiego i nieistniejącej już restauracji Janosik przy Orzyckiej. Zabawnie wygląda pasąca się obok bloku przy ul. Łukowej... krowa. Tak okolice al. Wilanowskiej wyglądały jeszcze pod koniec lat 70-tych.

- Miło wspominam rozklekotane trolejbusy z numerem 51. Pamiętam szare hale i magazyny, między innymi zapuszczoną halę z powybijanymi szybami dawnej Unitry. Resztki sadów z jabłoniami i śliwami przy Wilanowskiej pomiędzy Modzelewskiego a Puławską, czy stare szklarnie - wspomina Chorążewicz i przyznaje, że Służewiec zmienia się na lepsze.

- Jest coraz mniej szarzyzny, za to więcej samochodów. Wreszcie powstaje basen przy Niegocińskiej, o którym mowa była już 10 lat temu. Dom Kultury Kadr przeniesie się do nowej siedziby – mówi i zachęca do dzielenia się wspomnieniami i zdjęciami.

Tekst opublikowany na Tvnwarszawa.pl

ul. Łukowa 7, widok od al. Wilanowskiej - fot archiwum domowe Ryszarda Rudola

TU MOŻECIE ZOBACZYĆ ARCHIWALNE ZDJĘCIA MIESZKAŃCÓW OSIEDLA ZE STRONY BARTOSZA CHORĄŻEWICZA

Bartosz Andrejuk - b.andrejuk(małpa)tvn.pl

11:42, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
środa, 14 marca 2012
Cmentarzysko warszawskich tramwajów
02:57, jeanvaljean
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 marca 2012
"Ludność napływowa nie asymiluje się z Pragą"

"Praga to dzielnica artystów" ten mit jeszcze kilka lat temu powtarzało wielu. - Miało być fajnie - wspomina rzemieślnik Andrzej Kordziński i przekonuje, że rewitalizacja kilku budynków na Pradze to za mało. - Ludzie odgrodzili się od swojej dzielnicy i rozbijają praską enklawę - przedstawia czarną wizję prawobrzeżnej Warszawy. Sam jednak całe życie nie zgadzał się z rzeczywistością, właśnie dlatego naprawę świata zaczął od swojego własnego podwórka.

- Na Pradze nie ma łobuzów. Jeżeli są draki i awantury to tylko z ludności napływowej – przekonuje Andrzej Kordziński, który w pracowni plastycznej przy Ząbkowskiej 3 zajmuje się renowacją mebli. Jak sam zapewnia: "Naprawiam wszystko to, czego już nie da się naprawić".

Taka właśnie była też kapliczka w bramie obok jego pracowni.

Kloaka do deburdelizacji

- Był tylko cokolik i dziura w ziemi. Jak tu przyszedłem był brud i smród. Leżała kupa gnoju – ze wstrętem wspomina Kordziński, który postanowił to zmienić. Skrzyknął sąsiadów, zrobili zrzutkę na materiały i rozpoczęli budowę, którą dziś nazywają "deburdelizacją".

- Własnym sumptem postawiliśmy płotek, posadziliśmy trawkę. A sama figurka Matki Boskiej znaleziona przeze mnie na strychu, była rozbita na kawałeczki, poskelejałem ją – opowiada pan Andrzej.

Praca jednak częściowo poszła na marne. Dwa lata później w podwórku pojawili się wandale i zaczęli ćwiczyć rzuty butelkami do celu. Odnowiona kapliczka znów została rozbita. Ma ona jednak najwyraźniej dar ciągłego odradzania, bo kolejny raz ją posklejano.

- Musieliśmy znów ją postawić. Ciekawostką jest, że główka jest z rozbitej innej figurki, która była przy Wileńskiej 5 w podwórku. Mój znajomy ją znalazł – mówi Andrzej Kordziński.

"Ludność napływowa się nie asymiluje"

Tym sposobem, figurka Matki Boskiej, która stanęła w podwórku przy Ząbkowskiej 3 tuż po wojnie, znów wróciła na swoje miejsce. Jak długo przetrwa? Tego nie wie nikt, ponieważ wg pana Andrzeja honor szemranej Pragi pomału zanika. Dlaczego?

- Ludność napływowa się nie asymiluje z Pragą. Przez to subkultura Pragi jest rozbita. Ona kiedyś polegała na więzi i przywiązaniu do miejsca. To była ostatnia enklawa ludności miejscowej w Warszawie. Dziś ludzie, którzy odgradzają swoje osiedla, mają kamery, czegoś się boją – mówi pan Andrzej, który mimo złych doświadczeń wciąż jak mantrę powtarza jedno.

"Ja, ostatni Mohikanin"

- Tu nie ma łobuzów. Jeżeli są draki i awantury to tylko z ludności napływowej. Przyjeżdżają tu pokrzyczeć bandą spod Warszawy i piorą ludzi. Miejscowi nikogo nie biją. Jeżeli już to tylko kolega kolegę, i ten wie za co. Bez żadnego powodu tu nikt w twarz nie dostanie. Miejscowi to są porządni ludzie, którzy chcą porządnie żyć. Niestety Praga została zostawiona sama sobie – przekonuje Kordziński urodzony w Warszawie w 1943 roku i twierdzi, że nie tylko to zmienia się na gorsze.

- Dziś jest coraz mniej warsztatów, a miało być fajnie. Rewitalizacja skończyła się około 2008 roku. Kiedyś do rzemieślników jeździło się na Pragę. Dziś jestem tu jak ten ostatni Mohikanin, który siedzi sobie i coś dłubie – mówi Kordziński.

Bartosz Andrejuk - b.andrejuk(małpa)tvn.pl

TEKST OPUBLIKOWANY NA TVNWARSZAWA.PL



00:16, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
statystyka