Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
środa, 25 kwietnia 2012
Michnik "Byłem ortodoksyjnym socjaldemokratą"

Adam Michnik - jedni go nienawidzą, inni czytają. Redaktor naczelny gazety nazywanej "Koszerną", "Gówno Wartą", gazety, która kiedyś reprezentowała solidarnościową opozycję. Po co poszedłem do Domu Spotkań z Historią? Z ciekawości i by wrzucić 4 odcinek Radia Przeciąg.

O czym mówił Michnik? Opowiadał jak doszło do tego, że Stefan Kisielewski napisał mu wstęp do książki "Kościół, lewica, dialog". Mówił o "lewicy laickiej", o tym jak Roman Giertych powiedział o jego książce "celna i dobrze diagnozująca. Tak samo jak książka Romana Dmowskiego", było też o encyklikach papieskich dotyczących nazizmu.

Zapraszam do słuchania w słuchawkach. Oto i (bez ostatnich 20 minut) zapis audio spotkania z Domu Spotkań z Historią, czyli Radio Przeciąg #4. Spotkanie miało miejsce 24 kwietnia 2012 r przy ul. Karowej.

Radio Przeciąg - Adam Michnik w DSH by przeciagradio

"Kultura Liberalna" oraz Dom Spotkań z Historią zorganizowały spotkanie z Adamem Michnikiem "Kościół, lewica, dialog", które było pierwszym wydarzeniem z cyklu"Bomba liberalizmu. Książki, które rozsadziły PRL".

Było to pilotażowe spotkanie w ramach cyklu poświęconego książkom, których liberalny wydźwięk przyczynił się do rozsadzenia PRL. Gościem był Adam Michnik, działacz polityczny i redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", autor książki "Kościół, lewica, dialog". Spotkanie poprowadził Jarosław Kuisz i Piotr Kieżun z "Kultury Liberalnej".


niedziela, 22 kwietnia 2012
Gdzie jest mój krzyż?

17:46, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 kwietnia 2012
"Chodzi o zapach, nie o rasizm" Smród ma zniknąć w czerwcu

- Wprowadzono mnie w błąd - skarży się restaurator, na którym skoncentrował się gniew mieszkańców z Grzybowskiej 4. Lokal Zbigniewa Sośnickiego zatruwa im życie brzydkim zapachem: - Ale to nie ja jestem winny - zarzeka się Sośnicki i odsyła do właściciela budynku. Ten deklaruje, że śmierdzący problem rozwiąże w czerwcu. 

Mieszkańcy vs restaurator - fot. Tvnwarszawa.pl

O sytuacji restauracji Rambam pisałem kilka dni temu. Mieszkańcy ekskluzywnego budynku zorganizowali wtedy protest, bo nie byli w stanie wytrzymać "wyziewów" z koszernej kuchni restauracji.

- Tu cuchnie. Nie da się mieszkać - mówili zdesperowani sąsiedzi.

"Wiem, że to nie rasizm"

Wtedy jednak Żydzi obchodzili święto Paschy i nie mogli wypowiedzieć się przed kamerą. Z mediami rozmawiał jedynie syn właściciela, Dawid. To on oskarżył mieszkańców o antysemityzm.

Ojciec macha już na to ręką: - Dawid to chlapnął i wszyscy właśnie na tym się skoncentrowali. Mam świadomość, że w tej sprawie chodzi o brzydki zapach, nie o rasizm.  Ale to nie ja jestem winny - tłumaczy Zbigniew Sośnicki, który może już swobodnie wyjaśnić całą spawę.

- To tak, jakbym wynajął auto i po kilku kilometrach okazało się, że silnik w aucie nie działa. Szanujący się właściciel samochodu nie umywałby rąk od sytuacji, tylko to naprawił - tłumaczy Sośnicki, który w obrazowy sposób tłumaczy sytuację swojej koszernej restauracji. - Czuję się wprowadzony w błąd przez dewelopera budynku i właściciela lokalu, firmę Sandra. Wynajęliśmy od nich lokal do prowadzenia restauracji. Teraz okazuje się, że nie jest do tego przeznaczony - skarży się Sośnicki.

Deweloper informuje ustnie

Dom Development - firma, która zbudowała budynek, przyznaje rację jego mieszkańcom. - Lokal nie ma odpowiedniej wentylacji do prowadzenia tam kuchni - jednoznacznie ocenia deweloper.

Lokal kupiła już jednak od dewelopera firma Sandra. To ona w anegdocie Sośnickiego gra rolę "właściciela samochodu". - Firma została poinformowana, że lokal nie jest przystosowany do prowadzenia restauracji - zapewnia Radosław Bieliński z Dom Development. W jaki sposób? – Ustnie - informuje przedstawiciel dewelopera.

Restaurator jest zaskoczony

Sandra wynajęła jednak lokal restauracji Rambam. - Nie byłem poinformowany o tym, że w nie może w nim być restauracji. Z aktu umowy z właścicielem wynika, że może - zapewnia Sośnicki i pokazuje umowę najmu, w której czytamy:

Wynajmujący oświadcza, ze Lokal może być przeznaczony pod różnego rodzaju działalność w tym również restauracje (…) co gwarantuje par. 3 pkt. 2 umowy między Wynajmującym a developerem

Restaurator uważa, że informacja o tym, że wentylacja nie spełnia wszystkich wymogów, została przed nim zatajona.

Podobnie ocenia sprawę Andrzej Kłosowski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. - W akcie notarialnym między Dom Development, a właścicielem lokalu, firmą Sandra także jest zapis, że miejsce to jest przeznaczone do prowadzenia restauracji – mówi urzędnik.

Developer tłumaczy jednak, że umowę trzeba interpretować nieco inaczej.– W każdym akcie notarialnym jest zapis informujący, że w części komercyjnej budynku są miejsca przewidziane pod działalność usługową tj. m.in. restauracje. Nie znaczy to, że każdy lokal jest do tego przystosowany. Przystosowany jest ten, który ma odpowiednie załączniki dotyczące odpowiedniej wentylacji – mówi Radosław Bieliński.

Tych załączników lokal Sośnickiego nie ma.

Właściciel zrobi wentylację

Właściciel budynku nie zaprzecza temu, że deweloper o tym wszystkim go informował: - Lokal jest przeznaczony na restauracje, ale nie jest do tego przystosowany. Taka jest prawda - przyznaje Barbara Wyrzykowska z firmy Sandra.

Dlaczego więc został wynajęty restauratorowi? O tym przedstawicielka właściciela nie chce rozmawiać. Zapewnia jednak, że zażegna konflikt: - Chcemy sprawę rozwiązać tak, by restauracja działała i mieszkańcom nie śmierdziało. Kupiliśmy już wentylacje za 230 tysięcy złotych, która ma załatwić problem. Do 12 czerwca będzie zamontowana – deklaruje Wyrzykowska.

- Porozumienie traktuję jak chęć naprawienia tego co było zepsute. My żadnych kosztów nie ponosimy. To o czymś świadczy – mówi Sośnicki.

Mieszkańcy do deklaracji właściciela podchodzą jednak bez entuzjazmu: - Nie wszyscy z nas są przekonani, że takie rozwiązanie będzie skuteczne, że smród rzeczywiście znikinie - tłumaczy Monika Kwiatkowska z Grzybowskiej 4.

Rambam znów działa

Żydowskie święto Pesach się skończyło i Rambam znów pracuje pełną parą. Restaurator nie ma nic przeciwko temu by sprawdzić jak działa.

W lokalu jest bardzo duszno. Kuchnia nie jest podłączona do systemu wentylacji, by zapach nie rozchodził  się po budynku. Jak lokal jest więc wietrzony? - Otwieramy drzwi – przyznaje Sośnicki.

W całym pomieszczeniu czuć jednak mocny zapach przygotowywanych potraw. Przez instalację elektryczną i nieszczelności w ścianach smród dostaje się do mieszkań. Jak bardzo może być to uciążliwe? Nie mieliśmy okazji sprawdzić. Podczas protestu restauracja była zamknięta, więc brzydkie zapachy nie rozchodziły się po budynku. Wtedy mieszkańcy zapraszali nas: - Przyjdzcie gdy będzie otwarta, to się przekonacie, ale bez kamery.

Dlaczego? - Po prostu nie chcemy pokazywać naszych mieszkań - ucinają rozmowę.

VIDEO NA TVNWARSZAWA.PL

22:46, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2012
Nie chcą smrodu z restauracji. Robi się z nich antysemitów

- Przez smród z restauracji nie da się tu żyć - skarżą się mieszkańcy luksusowego apartamentowca przy Grzybowskiej. Chcąc pozbyć się uciążliwego sąsiada zorganizowali protest i... narazili się na oskarżenia o antysemityzm, bo restauracja jest żydowska. Sprawę komplikuje jednak to, że wśród protestujących też są Żydzi.

lokatorzy apartamentów - fot. Tvnwarszawa.pl

Mieszkańcy Grzybowskiej 4 żalą się, że nieprzyjemny zapach przenika cały budynek - od pierwszego piętra po siedemnaste. - Śmierdzi. Nie da się tego wytrzymać – opowiadają i wskazują winnego - działającą na parterze restaurację Rambam.

Problem wentylacji

- Lokal nie ma właściwej instalacji wentylacyjnej. Wentylacja, która jest w restauracji, jest nielegalnie podłączona do wentylacji budynku, dlatego smród rozprowadza się po szybach windowych, klatkach i tak trafia do mieszkań – mówi Monika Kwiatkowska, mieszkanka apartamentowca.

Informacje, o tym, że lokal nie ma odpowiedniej wentylacji dla lokalu gastronomicznego,  potwierdza Dom Development SA, który sprzedaje wciąż dostępne w budynku mieszkania. Lokal, w którym znajduje się restauracja kupiła od niego firma Sandra. – Klient został poinformowany, że jego lokal nie jest przystosowany do prowadzenia restauracji – mówi Radosław Bieliński z Dom Development SA. Mimo to, nie przeszkodziło to firmie Sandra wynająć lokalu restauracji Rambam.

Restaurator jest jednak przekonany, że mieszkańcy się na niego uwzięli - W restauracji istnieją trzy rodzaje wentylacji. Będzie zamontowana czwarta, która kosztować mnie będzie mnóstwo pieniędzy. Mógłbym zamontować tańszą, podłączyć ją do komina, ale na to nie zgadza się wspólnota – denerwuje się David Sosntzky, który prowadzi Ramabam. Protesty wiąże z tym, że do lokalu zaczęli przychodzić ortodoksyjni Żydzi i oskarża mieszkańców bloku o antysemityzm.

Żyd antysemita?

Według proetstujących, to oskarżenia absurdalne: - Przecież wśród lokatorów też są Żydzi - zwracają uwagę i jako nieformalnego rzecznika, wystawiają Lejba Fogelmana: - To nie jest kwestia rasizmu. Tu po prostu śmierdzi - ocenia znany prawnik i dopytuje: - Jak pan jedzie pijany i pana zatrzymają, a pan jest Żydem, to to też jest antysemityzm? Tego typu oświadczenia są ohydne. Ta restauracja jest źle zbudowana i zanieczyszcza powietrze. Mówiąc potocznie - cuchnie.

Restaurator nie ma szans mu odpowiedzieć. Protest zorganizowano w święto Paschy: - Nie będę mógł wystąpić przed kamerą - zastrzega dzień wcześniej w telefonicznej rozmowie.

Uwaga na żydowskie święta

Z tego samego powodu nie mamy szans stwierdzić, czy w budynku rzeczwiście śmierdzi. Reaturacja jest tego dnia zamknięta. Czy lokatorzy celowo wybrali taki termin na protest? - Oczywiście, że nie!  Możecie przyjść i sprawdzić to kiedy restuaracja będzie działać - zapewniają mieszkańcy Grzybowskiej i tłumaczą, że 12 kwietnia wybrali dlatego, że tego dnia w restauracji miała pojawić się Powiatową Inspekcje Nadzoru Budowlanego.

Urzędnicy przyszli i "pocałowali klamkę": - To tak jakby w Boże Narodzenie kontrolować lokal prowadzony przez katolików. Pisaliśmy urzędnikom, że lokal będzie zamknięty, a jednak kolejny raz przychodzą, gdy kontrola jest niemożliwa – irytują się mieszkańcy.

To duży problem, ponieważ gdy kuchnia w restauracji nie pracuje, smród z budynku znika. Dlaczego więc urzędnicy wybierają daty inspekcji tak, by lokal nie mógł być skontrolowany?

- Zapewne wystraszyli się oskarżenia o antysemityzm - podejrzewa Fogelman

Urzędniczka z PINB nie znalazła lepszego wytłumaczenia: - Dla mnie lokal powinien być otwarty – oceniła. Dopytana o to co będzie robić, gdy restauracja jest zamknięta, a zapachu nie ma, mówi – Chciałabym sprawdzić.

Urzędniczka jak obiecała, tak zrobiła i ruszała na 17. piętro. A tam? Smrodu nie stwierdzono. Pani zrobiła zdjęcie korytarzowi i zapowiedziała kolejną wizytę. Kiedy? Tego nie określilła. Oby po 14 kwietnia, bo wtedy kończy się pascha.

VIDEO NA TVNWARSZAWA.PL

13:01, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2012
"W pewnym momencie musisz to robić"

Miałem kiedyś przyjemność zrealizować video zapowiedź Pierwszej Polskiej Aukcji Street Artu, która odbyła się 15 marca 2011 roku w Galerii Senatorska. Wyszło to właśnie tak:

 

23:22, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Niezwykłe zdjęcia Warszawy z lat 50. i 60.

Spacerowała ulicami Warszawy lat powojennych i fotografowała gruzowiska, ale i tętniące życiem podwórka. - Szukała pięknych widoków w zniszczonej Warszawie – mówi Joanna Łuba-Wróblewska, kuratorka wystawy "Warszawski Ferment". Wernisaż zdjęć - Ireny Jarosińskiej, jednej z pierwszych powojennych polskich fotoreporterek - 11 kwietnia w Domu Spotkań z Historią.

fot. ruiny kamienicy przy ul. Grzybowskiej - fot. Irena Jarosińska/ Ośrodek KARTA

fot. Irena Jarosińska/ Ośrodek KARTA

- Irena Jarosińska w pierwszej kolejności była artystką, dopiero w drugiej fotografem. Jej zdjęcia publikowane były przez najlepsze powojenne czasopisma ilustrowane - mówi kuratorka wystawy Joanna Łuba Wróblewska z ośrodka KARTA.

Na wystawie "Warszawski Ferment" zobaczymy jednak także te fotografie, które robiła w swoim prywatnym czasie.

Lśniące logo nad gruzowiskiem 

Ze zdjęć Jarosińskiej wyłania się obraz okaleczonej przez wojnę Warszawy. Nad ruinami miasta góruje nowe lśniące "logo" stolicy - Pałac Kultury. Wraz z Jarosińską zaglądamy do stołecznych podwórek. Te choć pełne gruzu, tętniły życiem.

- Artystka szukała piękna, dopiero potem dokumentowała rzeczywistość – mówi Łuba-Wróblewska.

Jednak tytułowy "ferment" dotyczy głównie artystycznej bohemy Warszawy lat 50. i 60. Jarosińska bacznie się jej przyglądała - Fotografowała wydarzenia, których była uczestnikiem – mówi kuratorka wystawy.

fot. Wernisaż Bohdana Załęskiego. Galeria Foksal - fot. Irena Jarosińska /Ośrodek KARTA

Miron Białoszewski - fot. Irena Jarosińska /Ośrodek KARTA

W oparach dymu artystycznej bohemy

Dzięki temu na jej zdjęciach widzimy dramatopisarza Sławomira Mrożka, czy malarza Henryka Stażewskiego. Pojawia się Miron Białoszewski i jego eksperymentalny Teatr na Tarczyńskiej.

- Istniał w dwóch prywatnych mieszkaniach. Ludzie się tłoczyli by oglądać eksperymentalny teatr. Jarosińska bywała też w Galerii Krzywe Koło, która pokazywała sztukę nowoczesną. Na wernisaże przychodziło tam około 50 osób. To było zamknięte środowisko, które zostało sportretowane przez fotoreporterkę – mówi Joanna Łuba-Wróblewska i tłumaczy, że dorobek Jarosińskiej jest opracowywany od lat. - Artystka, choć uznana, dziś jest praktycznie zapomniana – mówi.

Wystawa "Warszawski Ferment" jest również realizacją, niezrealizowanego pomysłu samej Ireny Jarosińskiej, która w połowie lat 90. pracowała nad wystawą "Warszawa – ludzie i miasto, 1945-1989". Po jej śmierci jednak upadł nie tylko sam pomysł, ale i zginęły zdjęcia, które szczęśliwie odnalazły się na strychu pracowni artystki. Teraz część z nich zobaczyć będzie można 11 kwietnia w Domu Spotkań z Historią.

Bartosz Andrejuk

Rynek Starego Miasta - fot. Irena Jarosińska /Ośrodek KARTA

Lata 50. Widok z okna autorki przy dawnej ul. Świerczewskiego 61 (dziś Aleja Solidarności) fot. Irena Jarosińska /Ośrodek KARTA

Irena Jarosińska (1924–1996) rozpoczęła pracę zawodową w 1950 roku. Pracowała dla najważniejszych czasopism ilustrowanych – „Świata” i „Polski”, gdzie jej fotoreportaże były często samodzielnymi opowieściami o rzeczywistości PRL. Prywatnie dużą część twórczości poświęciła fotografowaniu środowiska artystycznego, z którym była związana. Portretowała znajdujących się poza oficjalnym obiegiem kulturalnym malarzy, poetów, krytyków literackich, fotografów i muzyków. W kameralnych przestrzeniach i prywatnych mieszkaniach uczestniczyła w spotkaniach i dyskusjach, które dawały nieustanne impulsy do wymiany myśli, wzajemnych inspiracji, kreowania nowych idei i trendów w kulturze. Jej fotografowanie nie było stricte dokumentacją wydarzeń, ale integralną częścią życia intelektualistów

"Warszawski Ferment"

11 kwietnia - godz. 18:00

Dom Spotakń z Historią, ul. Karowa 20

Wystawa czynna do 30 czerwca. Wstęp darmowy

18:01, jeanvaljean
Link Komentarze (7) »
środa, 04 kwietnia 2012
Kiedy w Warszawie NA PEWNO będzie wiosna?

"Napiszesz mi pogodę?" - to chyba najnudniejsze zadanie do wykonania na dyżurze dla każdego, tak zwanego, newsmana. No, bo jak tu oryginalnie podejść do tematu? Wiosna miała być, a jej nie ma. Koniec, kropka. Człowiek odlicza dni do 21 marca, a potem nagle w środku kwietnia przychodzi śnieżyca. Jak mówi mój kolega: "Nienawiść do opadów, tak mnie wychowano". W tej kwestii jestem radykałem. "Precz z białym gównem" - z takim transparentem mógłbym się pojawić na manifie przeciw zbyt długiej ziemie. Co jednak z tego wynika? Oszukał mnie kalendarz, oszukały prognozy (sic), więc zastanowić się trzeba, co w temacie pogody jest pewnym, najpewniejszym, źródłem informacji?

Kiedy wiosna NA PEWNO będzie w Warszawie?

1. Nadejdzie taki moment, że na Placu Zbawiciela pojawiają się ludzie pijący z czerwonych kubków (niby) coca-colę. To będzie dzień, kiedy zamawiając piwo przy barze w Planie B, barman zapyta mnie: "Na zewnątrz, czy w środku?" Gdy odpowiem, że "Na zewnątrz", dostanę piwo w papierowym czerwonym kubku po coli, z którym wyjdę na zewnątrz i będę gapił się na najpiękniejszy plac w stolicy. 

Wtedy na pewno będzie wiosna, a na schodach wciąż Frank Lampard is overweighted.



2. Paraliż Band śpiewa "Wiosną znów zakocham się w niewłaściwej kobiecie". A gdzie najłatwiej niewłaściwie się zakochać? Wiadomo, że na wiosennych koncertach. To tam będzie dużo studentek, piwa nie zabraknie, a Kazik zaśpiewa "Na głowie, kwietny ma wianek". W maju kampus UW równiutko przykryje się pustymi kubkami po piwie, a ze sceny będzie słychać „to studenci wolni, armia papieża”.

Wtedy na pewno będzie wiosna, a na na mieście rum i raga.



3. Pamiętacie stare zielone fotele w kinie Iluzjon przy Narbutta? Wyjście z kina obok siedzeń, często było otwarte. Nikt ich nie pilnował, dlatego często kupowałem bilet na jeden seans, a zostawałem na dwa. Zaletą tego kina było też to, że czasami na sali było zaledwie kilka osób. Nikomu więc nie przeszkadzało, że ktoś siedzący przy wyjściu zapalił papierosa i rozwalił się w fotelu oglądając czarno-biały film.

Wtedy na pewno była wiosna, a ja rzucałem palenie.

4. Co roku nadchodzi taki dzień, że około 8:45 rano można spotkać na boiskach przy Agrykoli warszawską straż pożarną grającą w siatkówkę. Po drugiej stronie ulicy przy wejściu do Łazienek stoi wóz straży miejskiej, w którym mundurowi ucinają sobie poranną drzemkę po nocnym dyżurze. W tym czasie górscy rowerzyści trenują podjazdy i zjazdy stromą ulicą. W czasie mojego spaceru w dół Agrykolą do pracy, okrążają mnie zawsze kilka razy.

Wtedy na pewno będzie wiosna, a ja znów zaplanuję, że będę grał w kosza.



5. Lewy brzeg Wisły nagle zaczynie przyciągać. Droga z ul. Szwoleżerów do metra Politechnika, niespodziewanie wytyczona będzie przez Powiśle. Wtedy serce zaciągnie mnie w okolice Dobrej 33/35, a wzrok w stronę Buwu, gdzie studentki wychodzą na papierosa i można je poprosić o ogień. W tygodniu przed 16:00 fajnie będzie w Warszawie Powiśle, bo nikogo prawie wtedy tam nie będzie. Walnę więc 50-tkę wiśniówki "z cytryną jak do tequili" przy barze i to nie będzie mi szkodzić. Obok mostu Świętokrzyskiego zawiśnie huśtawka.

Wtedy będzie wiosna.

01:54, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 kwietnia 2012
Jeszcze o warszawskim "koloseum"

Z dachu starego zbiornika warszawskiej gazowni można zobaczyć nitki podmiejskich pociągów. W środku jest tak cicho, że stojąc na szczycie można usłyszeć furkot skrzydeł gołębi chodzących po dnie. Stołeczne "koloseum" mogłoby być jedną z największych atrakcji miasta. Obecnie jest jedynie zbytkiem, który niszczeje.

Zza drutów kolczastych malowniczo wyłaniają się dwie rotundy. XIX-wieczna gazownia przy ul. Prądzyńskiego to zabytek, którego architektura zapiera dech. Nic dziwnego - to jeden z najcenniejszych kompleksów przemysłowych w Warszawie. Monumentalne obiekty, przypominające rzymskie koloseum, doskonale widoczne są z okien pociągów wjeżdżających do stolicy.

- Dlaczego są tak cenne? Po pierwsze w dosyć dobrym stanie przetrwały drugą wojnę światową i nie straciły swojego charakteru. Należały do Niemieckiego Kontynentalnego Towarzystwa Gazowego z Dessau. Była to już druga warszawska gazownia. Trzeba pamiętać, że lata 80. XIX wieku to czas, kiedy stolica oświetlana była wyłącznie gazem -  mówi Piotr Otrębski, varsavianista.

I dodaje: - Te obiekty powinny być ogólnie dostępne.

Gazownia jak z Paryża

Na to na razie się nie zanosi. Mimo, że roztacza się z nich wspaniała panorama zachodniej części miasta, od lat niszczeją. A przecież miały "swoje pięć minut". Filip Bajon pod koniec lat 70. tak zachwycił się rotundami, że w filmie "Aria dla Atlety" jedna z nich "zagrała" arenę dla zapaśników. Nakręcono tu scenę walki na Mistrzostwach Świata.

Od tego czasu dużo się jednak zmieniło. Powybijane szyby w oknach straszą, a deski w podłodze pękają pod stopami. Wewnątrz panuje idealna cisza, która nawet w dzień tworzy klimat rodem z horroru. Niestety, wciąż nie udało się wcielić w życie żadnego z planów zagospodarowania tego miejsca. A było ich wiele.

- Obiekt jest bardzo trudny do adaptacji. Byłoby to bardzo kosztowne, dlatego też wszystkie projekty pozostały w sferze niezrealizowanych planów. Właściciel musiałby pozyskać inwestora strategicznego - wyjaśnia Ewa Nekanda- Trepka, stołeczny konserwator zabytków.

Nawet Wajda nie pomógł

To jeszcze żadnemu właścicielowi się nie udało. Fundacja "Warszawa Walczy", która dostała rotundy od prezydenta miasta Marcina Święcickiego, chciała by powstało tu Muzeum Powstania Warszawskiego. W pomysł zaangażował się Andrzej Wajda. Wewnątrz rotundy miała stanąć warszawska kamienica. Widzowie mieli krążyć wokół niej i oglądać sceny rodzajowe z walczącej Warszawy

Pomysłu jednak nie udało się wcielić w życie, a fundacja sprzedała zbiorniki Marcinowi Biernackiemu. Biznesmen miał budować tu lofty i biura. Powstały nawet wstępne wizualizacje, które zakładały budowę dodatkowego budynku na miejscu, w którym miał stać trzeci zbiornik. Ten plan również się nie ziścił. Z nim samym, mimo kilkakrotnych prób, nie udało się nam skontaktować.

Udało się w Wiedniu

Choć adaptacja pofabrycznych terenów jest trudna, są miejsca na świecie, gdzie to się udało. Bardzo podobny do warszawskiego kompleks istnieje w Wiedniu. W połowie lat 90. władze miasta ogłosiły konkurs na zagospodarowanie tamtejszej starej gazowni. Prace przy każdym zbiorniku nadzorował inny architekt. Efekt okazał się imponujący. Na najwyższych piętrach powstały mieszkania, a pod nimi biura, na samym dole centrum handlowe, połączone szklanymi kładkami. Cały kompleks okazał się sukcesem komercyjnym i społecznym. Powstała nowa dzielnica, która żyje całą dobę.

Warszawskie Czyste wciąż czeka na swoją szansę. Plan miejscowego zagospodarowania opracowywany jest od 2004 roku.

Bartosz Andrejuk i (część wiedeńska) Karol Kobos - Tekst opublikowany na TVNWARSZAWA.PL

Wiedeńska gazownia - fot. Wikipedia /Andreas Poeschek/CC BY-SA

Wiedeńska gazownia - fot. Wikipedia /Andreas Poeschek/CC BY-SA

Wiedeńska gazownia - fot. Wikipedia /Andreas Poeschek/CC BY-SA

Wiedeńska gazownia - fot. Wikipedia /Andreas Poeschek/CC BY-SA

18:23, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Zdjęcia, których nie było

Pierwsze zdjęcie na kliszy jest jak spotkanie ze starą miłością. Niby nic nie znaczy, a jednak budzi dreszcz. Trzeba je "pstryknąć", by kolejne były kiedyś możliwe. Właśnie dlatego ta pierwsza klatka (sic) na rolce jest jednocześnie tak bez sensu i tak ważna. Zrobiona z obowiązku, byle szybciej "i tak przecież nie wyjdzie", otwiera jednak całkiem nowy rozdział w kartotece, folder na pulpicie, krzyżyk w kalendarzu. W ten sposób powstaje skrawek rzeczywistości, której tak naprawdę nie ma. Niby w połowie jest nowa, jednocześnie jest już stracona, niby nadal kochana, a jednak dawno niechciana i zniszczona.

01:43, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 kwietnia 2012
Las zielonych gałązek: wyjątkowa procesja

Bukszpan, bazie, suszone kwiaty – z nich najczęściej tworzy się świąteczne palemki. Inaczej jest u ojców Paulinów na Nowym Mieście – opowiada Darek Malejonek, wokalista zespołu Maleo Reggae Rockers, którego spotkaliśmy w zielonym pochodzie z palmą na Nowym Mieście.

- Ludzie pytają: "Skąd te palmy? Gdzie je można kupić?" – mówi Darek Malejonek, lider zespołu Maleo Reggae Rockers. Zdziwienie przechodniów nie jest dla niego zaskoczeniem. Parafianie ojców Paulinów na Nowym Mieście w niezwykły sposób upamiętniają triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy.

Specjalnie przywiezione z Włoch

Zamiast kolorowych palemek wierni niosą gałęzie prawdziwej palmy. - Są przywiezione specjalnie na to święto z Włoch - mówi Malejonek, którego spotkaliśmy z zielona gałązką przed kościołem przy ul. Długiej.

- Cała tutejsza liturgia niedzieli palmowej u ojców Paulinów zaczyna się na rynku Nowego Miasta i idziemy, razem z biskupem, w procesji z tymi palmami. Po liturgii w kościele ludzie rozchodzą się do domów z gałązkami - opowiada muzyk.

Niedziela Palmowa w kościele

Uroczystości Niedzieli Palmowej to pamiątka uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy pięć dni przed jego ukrzyżowaniem.

VIDEO NA STRONIE TVNWARSZAWA.PL

19:01, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
statystyka