Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
środa, 24 kwietnia 2013
Praga to nie Warszawa

"Jak Ci się mieszka na Pradze?" - pyta mnie co chwilę jeden z drugim. Pytaniu najczęściej towarzyszy szyderczy uśmieszek. Gdy jeszcze sprecyzuję, że wybrałem mieszkanie w trójkącie ulic: 11 listopada, Stalowa, Szwedzka słyszę często: "To tak z własnej woli?". Standardem są też zdania: "Ja bym nie mógł" lub "A nie bałeś się?".

Pomału nie chcę mi się już mówić o faktach (stację metra – prędzej czy później - będę miał 200 metra od domu, na Stare Miasto jadę 10 minut tramwajem, a bardziej niebezpiecznie jest choćby w Śródmieściu) opowiem, więc o moich nieobiektywnych wrażeniach.

Na Pradze czuję się jak w takim małym zapomnianym miasteczku, z którego w każdej chwili mogę podjechać "do miasta". To taka prowincja, gdzie życie niespiesznie toczy się na ulicy. Tu świat nie ma tajemnic, bo nie ma osiedli strzeżonych (a przynajmniej jest ich wciąż mniej). Po prostu idę i widzę.

Pijany żul nie może utrzymać pionu na przystanku. Ktoś handluje lewymi papierosami. Bramy jak w każdym normalnym miejscu służą do tego by w nich stać i patrzeć na świat. Ewentualnie obalić piwo w dwóch łykach. Trzepaki wciąż służą za bramki, a z zakazu gry w piłkę pod blokiem, można się co najwyżej śmiać. Ludzie są tu biedniejsi, przez to więcej czasu spędzają razem.

To nie jest Warszawa z folderów reklamowych, to raczej takie "małe miasteczko Praga". Bliżej mu, do ukraińskiej prowincji, niż do berlińskiego Kreuzberga. Widzę w nim raczej osadę z Podlasia, niż "dzielnicę artystów". Nie ma czegoś takiego jak "moda na Pragę", ponieważ nigdy nie będzie mody na miejsca zapuszczone i zniszczone. A tu część kamienic wygląda, jakby przed chwilą skończyły się zabory, albo jakieś powstanie.

 Gdy jeszcze było mróz i śnieg, chodziłem do jednej kawiarni w okolicy. Właściciele palili tam w piecu drewnem, obok którego leżał pies i szczekał na klientów, gdy wchodzili. Miałem wrażenie, że jestem gdzieś w Bieszczadach. Około południa, zawsze wali tam ktoś już browary przy stoliku. Kelnerka pozdrawia stałych klientów jak rodzinę, a na podanie naleśnika trzeba poczekać: "bo maszyna nierozgrzana".

Swojskość, otwartość i życzliwość – tak bym określił ludzi, których udało mi się poznać tu do tej pory. Nigdzie indziej nie dostaję tylu kieliszków wódki na koszt firmy spod lady co tu. Nigdzie indziej nie wszedłem do sklepu po raz pierwszy, by po chwili już zmieniać płyty lecące w tle i palić papierosy z właścicielem przez kolejnych kilka godzin. Na tym polega paradoks. Największą wartością Pragi są ludzie, którzy tu mieszkają. 


13:23, jeanvaljean
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 kwietnia 2013
Dźwig z widokiem na Stocznię Gdańską

Jak dobrze, że nie mieszkam w tym mieście, bo bym chyba codziennie chodził do Stoczni. Mógłbym tam siedzieć bez końca , grać z ochroniarzem w karty, gapić się przez pęknięte szyby na świat i zastanawiać się kiedy tak będzie wyglądać Pałac Kultury. 

20:04, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 kwietnia 2013
Teufelsberg, "Diabelska Góra" w Berlinie

Zostawiłem na chwilę praskie bramy, by powłóczyć się po berlińskich bezdrożach. "Diabelską Górę" pierwszy raz widziałem na teledysku JWP "Tworzymy Historię". Jak się już dowiedziałem w Berlinie, Teufelsberg to ulubione miejsce wagarowiczów, samobójców, graficiarzy, a kiedyś amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Nie mogłem się tam nie wybrać! Do upadku Muru Berlińskiego było tam ponoć "centrum szpiegowsko-podsłuchowe". Powstało ono na górze, która została usypana po wojnie z gruzów Berlina.

01:46, jeanvaljean
Link Dodaj komentarz »
statystyka