Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
sobota, 29 lipca 2006
no school like old school

12:18, jeanvaljean
Link Komentarze (3) »
środa, 26 lipca 2006
#15

Dzis wywaliłem całą, caluteńką, szklankę wody z lodem centralnie na klienta naszej cafeterii. Zaczęło się od tego, że przyszła bardzo duża, około 15-17 osobowa, grupa ludzi w nasze skromne progi. Jakies spotkanie klasowe, po latach, czy cos. No i chciałem ustanowić, nieustanowiony, rekord pełnych szklanek na tacy zaniesionych do ogródka, nie ustanowiłem. dobrej nocy.

10:36, jeanvaljean
Link Komentarze (6) »
wtorek, 25 lipca 2006
#14

"Zmienia się wszystko wokół Nas, zmieniasz się Ty, zmieniam Ja", zmienia się też nasz trawnik ... i sytuacja na rynku pracy.

Obecnie pracuję w Shoreline Cafe i w Big Dogs, restauracji dosc eleganckiej, i sklepie dosc specyficznym. W Arbisie dostałem 7 dni offa (Ryan, kierownik budowy, co za gosc!), bo na trzy roboty juz nie pociagnę. Nadal nie wiem kiedy wracam, nadal palec niekiepsko boli. Zmęczony jestem okrutnie i dlatego ładnej notki nie popełnię. Długo by zresztą pisać, kazdy dzień to oddzielna historia.

10:21, jeanvaljean
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 lipca 2006
"lepiej nie wchodz nam w drogę, kiedy wracamy z pracy"

Miałem przerwę obiadową, od tego się zaczęło, jedyne 30 minut w czasie pracy, kiedy to możesz pierdolić równo wszystko i wszystkich (don't walk by, you are Denny's! hehe), czy się pali, telefony urywają, 25 murzynów na raz chce płacić swoje $1.89, ludzie czekają na stolik dwudziestą minutę, nic Cię to nie obchodzi, Ty masz przerwę, i nikt nie ma prawa Ci kurwa dupy zawracać, nikt nie może zapytać którędy do pierdolonego kibla, debilnie nie musisz suszyć zębów, nikt o nic i dla nikogo nic. Fajrant, kurwa. Kontestując własnie ten błogi stan,  pożerając zamówionego wcześniej, double burgera z frytkami, nad głową usłyszałem głos tej idiotki Kelly: „You are not  supposted to eat here, go to the back!”… osz ty kurwa, dziwko bez szkoły, że co?

.

....może gdyby nie to, że miałem kiepski humor, że cały dzień zapierdalałem jak w zegarku, a tu ani me, ani be, ani kurwa POPROSZĘ, może gdyby nie to, ze jedzenie rzecz święta i jak mówi przysłowie, z głodnego niewolnika nie ma pracownika, może gdyby nie to, że nagle strasznie zapragnąłem postawić się tej suce Kelly, i przeżuwając burgera powiedzieć  „I won’t go anywhere”, a na jej kolejne „Right NOW!.” zwykłe:  „NO! I told you once! ”. ….a po naszemu: ”nie, bo kurwa, nie, źle spałem, mundial dla makaronów, wypierdalaj”. Zjadłem więc obiad tam gdzie siedziałem, po breaku, znów przylepiłem do gęby sztuczny uśmiech, i 321 START...poooo-szl!haveanicedaywouldyouliket,oliveatipfromPolandsirordertogo?youneednapkins?outof100$^&%*^$^*%$*^%$*^%

          

               Historia ta skończyła się oczywiście naganą. A następna sprzeczka z Kelly, tym razem o zakres obowiązków, moim odejściem. To była spontaniczna decyzja, ale przepraszać i pierdolić o poprawie, mi się już nie chciało.. Czułbym się jak smieć, powiedziałem A, musiałem i B. Oddałem uniform, i opuściłem stanowisko pracy…Wsiadłem na kolarzówkę Jana i pognałem na plażę. Mówią, że mnie zwolnili, kurwa bzdura, to ja odszedłem!

         Puenta jest taka, że tym sposobem trafiłem do Arbis, dostałem motorową piłę do rąk, a w efekcie ropiejącą dziurę w dużym palcu u nogi, no i miast $7.50 za godzinę, tylko $6.75.

Więcej grzechów nie pamiętam, żadnego nie żałuję.

05:00, jeanvaljean
Link Komentarze (6) »
środa, 19 lipca 2006
moje pieniądze

pachną, moją krwią

09:42, jeanvaljean
Link Komentarze (7) »
czwartek, 13 lipca 2006
946 Brockway Ave. South Lake Tahoe, CA

09:07, jeanvaljean
Link Komentarze (9) »
środa, 12 lipca 2006
miesiąc później..

„Jeszcze kilka dni i nocy, i wszystko wróci do normy

Będziemy zorganizowani i poważni, uczesani i przezorni

Jednak jeszcze dzisiaj i jutro, pojutrze i popojutrze

Pozwól nocy kochana, życiu nosa utrzeć”

Rzuciłem prace, odszedłem z Dennys. Obecnie jestem bezrobotny.

Może później opowiem.

11:53, jeanvaljean
Link Komentarze (8) »
wtorek, 11 lipca 2006
#9

„Przyjazd na Zachód jest dla człowieka ze Wschodu dużym wstrząsem, gdyż w obcowaniu z innymi – poczynając od tragarza i szofera taksówki – nie napotyka na żaden opór – są oni zupełnie rozluźnieni, brak im tej wewnętrznej koncentracji, która wyraża się w opuszczeniu głowy albo w latających niespokojnie oczach, gadają, co im ślina na język przyniesie, śmieją się głośno; czyż to możliwe, aby stosunki pomiędzy ludźmi mogły być aż tak proste?”  C.M.

01:51, jeanvaljean
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 lipca 2006
Midnight At The Sushi Bar

Dzień zaczął się z dużego Dzy, Tomasz wypożyczył samochód, białego Chryslera 300M. Zapakowaliśmy, więc manatki, i ruszyliśmy na wycieczkę krajoznawczą. Pierwszym poważnym przystankiem okazała się Emerald Bay, malowniczo położona szmaragdowa zatoka, otoczona olbrzymimi skalistymi górami. Wszędobylskie świerki, z wysokości przyprawiającej o zawroty głowy, przypominały niezużyte wykałaczki olbrzymów. Wodospad nadawał takiego klimatu, że gdyby nie to, że w czasie tych wakacji tytoniu postanowiłem nie palić, to mógłbym usiąść, i palić szlug za szlugiem, bez najmniejszego wyrzutu sumienia. To są landszafty, jak z  Discovery Channel. Nie do opisania.

              Plan był taki by okrążyć jezioro, przekroczyć granice Kalifornii, odwiedzić stolice Nevady, Carson City, tam cos szybko przekąsić, wpaść do Best Buya, w celu namierzenia fajnego sprzętu elektronicznego, a o północy być w sushi barze. Ale jak to z planami bywa, nie zawsze można je wypełnić do samego końca. Po kolei….

              Gdy okrążyliśmy już jezioro (zajeło nam to ponad 2 godziny), wystarczyło przejechać tylko kilka mil, wjechać do Nevady, by krajobraz zmienił się radykalnie. Tak jak wcześniej na horyzoncie królowały groźne szczyty przyprószone śniegiem, tak teraz nagle przed nami pojawiły się opływowe kopce koloru ciemno żółtego piasku. Jakby ktoś rozłożył tam wielki dywan, pod którym tysiące lat temu, zasnął oddział olbrzymów, a na którym zbudowano Carson City. Miasto w stylu old school, saloon, bar, saloon, bar (w przeciwieństwie do knajp w Kalifornii, nie obowiązuje w nich całkowity zakaz palenia), kilka małych przydrożnych kasyn, mniej turystów, więcej rednexów, no i woda w kranach już nie tak dobra jak w Tahoe. 

            Obiad zjedliśmy w Appelbee’s, gdzie oprócz wielkiej wyżerki, ucięliśmy sobie standard pogadankę z kelnerką, zaczynającą się od „Where are you from, guys?”, a kończącą na klasycznym: „That’s coool’. Tu im się często w głowach nie mieści, że można być takim ‘fuckin explorer’, hehe.

            W Nevadzie wpadliśmy jeszcze do Best Buya, ale to już historia dość drażliwa, bo czy ktoś mi rozsądnie może wytłumaczyć, dlaczego ten sam sprzęt elektroniczny, tu kosztuje 329.99$, a u nas w Polszy 1699.00 zł.? No, kto? 

            Wieczór zakończyliśmy w restauracji, a właściwie pod nią, okazało się bowiem, że promocja, sushi za pół ceny o północy (a bo zdatne do spożycia jest tylko 24 godziny), działa tylko od niedzieli do czwartku, i surowe smakołyki, których od piątku jestem wielkim fanem, musieliśmy nabyć w supermarkecie. I tak były extra! Przed snem jeszcze ‘Gandhi’… no i tyle na te chwile, przesłać mogę 3 motyle ;>

 p.s. A o tym co się wydążyło nastepnego dnia w pracy, opowiem pozniej, bo to już mniej przyjemna historia.

01:41, jeanvaljean
Link Komentarze (4) »
piątek, 07 lipca 2006
#7

      Dziś wreszcie, off. Wybraliśmy się, więc na Pope Beach, plażę papieską. Gdyby nie to, że Tomkowi zegarek stanął, i Trolley nam myknął niepostrzeżenie, to pewnie bylibyśmy na miejscu o wiele szybciej, ale nie ma tego złego.. Przynajmniej nie spaliłem się na największym słońcu, bo po wczorajszym piwie SantLucas, z Salwadoru, jak głosi etykietka, dziś niedospany, najzwyczajniej zasnąłem na piasku. Bez sciemy, bardzo potrzebowałem tego dnia, praca w Dennys, mimo wielu plusów, ma niestety tę wadę, że jest „dosyć” stresująca,  jak to Tomasz mówi: „trzeba być twardym niczym skóra słonia”.

…a tymczasem wracam do lektury, jakiś czas temu skończyłem ‘Ojca Chrzestnego’ (jedna ze scen z filmu Coppoli, była kręcona właśnie w Tahoe), teraz ‘Zniewolony Umysł’. Podobno dużo czasu spędzam przy komputerze.

      Ahh, no i „dziś” rocznica ślubu Sonii i Tomka, szósta. Brava!

11:56, jeanvaljean
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
statystyka