Kategorie: Wszystkie | Filmy | Oldies | Radio Przeciąg | Warszawskie donosy | Zdjęcia
RSS
środa, 25 sierpnia 2010
Українo, Я люблю тебя

"Jewropejskie miasto – brak kultury" - starsza pani we lwowskim tramwaju z oburzeniem powtórzyła te słowa dwa razy. Wyjścia nie miała, motorniczy na oczach dwóch przybyszów z Polszy chamsko beształ ślamazarną staruszkę. "Gdyby nie ja do końca swojego pobytu na Ukrainie byliby święcie przekonani, że są gdzieś w środkowej Azji" - pomyślała dzielna obrończyni honoru Lwowa i wściekła wysiadła z wagonu. Przyjechaliśmy przecież do kraju, gdzie na ulicy pierwszeństwo ma ten, kto ma więcej pewności siebie, wódkę w kiosku zapija się piwem, wino ma kolor krwi i nazywa się "Cziorny Pułkownik". Pewnie dlatego nigdy nie wolno go lekceważyć. Pewnie dlatego 5 lat temu tak bardzo pokochałem to miejsce na ziemi. Miejsce, gdzie nie wiadomo czy to szkiełko ma rację, czy też może dusza blefuje? Tu przecież niby nic nie jest na swoim miejscu, ludzie ze stoickim spokojem dzień w dzień jeżdżą do pracy w bydlęcych marszrutkach, prawdziwy mężczyzna musi mieć wąsy, a kobiety piją wódkę duszkiem i zawsze wtedy patrzą prosto w oczy. Pociągi mają piękny błękitny kolor i są bardzo wygodne i tanie. Podróżowanie to przecież narodowy sport Ukraińców. Latem rzesze lwowskich rodzin rusza w pielgrzymce do Odessy. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki "diakuje" zmienia się tam w "spasiba". Nikogo to nie dziwi. Tak jak uliczne klatki pełne słodkich arbuzów i watahy bezpańskich psów. Za przejazd marszrutką płaci się przy wysiadaniu, a nie jak we Lwowie przy wsiadaniu. Czyżby przez większe zaufanie do ludzi? A może dlatego by wyraźnie zaznaczyć różnicę między wschodem, a zachodem Ukrainy? Nie wiem. Wiem, że olbrzymie zaufanie do człowieka musi mieć Oksana, która po kilku minutach znajomości z nami dała nam klucze do swojego domu i pozwoliła tam mieszkać za darmo. Na nas jednak czekało miasto. Majestatyczna Perła Morza Czarnego. Dumna jak handlarka suszonymi rybami z miejscowego targu, której spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości: "Tylko spróbuj zrobić mi zdjęcie". Spróbowałem za to owocowych koktajli nalewanych prosto z wiaderek trzymanych w przenośnych lodówkach. Ryzyko wydawało się być podobnego kalibru. Odessa tak jak cała Ukraina przypomina mi chamskiego buca o gołębim sercu. Jeżeli się z nim nie targujesz jesteś mięczakiem, jeżeli nigdy nie wypiłeś dwustu gram wódki duszkiem, nie wiesz co to znaczy ŻYĆ, jeżeli potrzebujesz pomocy - dostaniesz ją.  Moja miłość do wschodu Jewropy jest jak kłóda zawieszona bez celu na moście. Zardzewiała, brudna i bez sensu, ale też twarda, wierna i pełna poezji.

25 sierpnia 2010 r.

21:04, jeanvaljean
Link Komentarze (2) »
statystyka